czwartek, 12 lipca 2012

XIX rozdział :)


13 grudnia, piątek.
[z perspektywy Harry’ego]
- Noga do góry, pique i... – to Angie, która wciąż pomagała nam zapamiętać nam choreografię.
- Jaki Pique? – zdziwił się Niall
- Pique to nie tylko piłkarz, ale też ruch taneczny, o, taki – po czym pokazała nam, na czym polega pique.
- Aaa – skinął głową Niall ze zrozumieniem.
     Nagle Angie podeszła do mnie, mówiąc:
- Źle to robisz, Harry! Popatrz, ręce muszą iść bardziej do góry – chwyciła lekko moje ręce od tyłu i delikatnie je podniosła. Zarumieniłem się, ale ona się tym nie przejmowała.
- Zapamiętam – mruknąłem.
- No, to dobrze – skinęła głową Angie i podeszła do Nialla.
                                                                               -----
- Znowu nie możesz? – marudziłem. Louis po raz kolejny nie szedł na spotkanie z fankami.
- Idę do Eleanor i Emmy – rozpromienił się Lou – wyszły ze szpitala!
- Serio?! – ucieszyłem się – no to ja też idę! Muszę zobaczyć małą!
- My też! – krzyknęli zgodnie Zayn, Liam i Niall, po czym poszliśmy za uśmiechniętym Louisem.
        Mała była śliczna. Naya, która otworzyła nam drzwi, cały czas miała na twarzy szeroki, nie znikający uśmiech. Zayn szepnął do niej coś o dziecku, a ona - już poważna – skinęła głową.
- To jest Emma – powiedziała rozpromieniona Eleanor, trzymając ją na rękach. Zawsze myślałem, że dzieci rodzą się łyse, ale Emma miała brązowe, krótkie falujące włosy.
- Jest śliczna – powiedział Liam z uśmiechem. Reszta to potwierdziła, a Louis – dumny ojciec – stał nad El i głaskał główkę małej.
- Czyli to koniec Larry’ego... – zażartowałem, udając smutek, a wszyscy wybuchnęli śmiechem.
[z perspektywy Diany]
- Nie, mamuś. No mówię ci że nie ma takich lotów. Naya też sprawdzała na dwóch lotniskach, i po prostu od dziś do sylwestra są odwołane wszystkie loty. Tak. No, też mi bardzo przykro. Niestety. Pa, kocham cię – powiedziałam znużona, po czym odłożyłam słuchawkę.
- O co chodzi? – zapytał Liam, który wszedł do kuchni po treningu.
- Chciałam jechać na święta do Polski, ale od dziś do sylwestra lotnisko jest nieczynne.
- Ale, dzięki temu że nie jedziesz do swojej rodziny, będziesz mogła pojechać do mojej!
    Popatrzyłam na niego jak na idiotę.
- Nie przyjadę do twojej rodziny!
- Czemu nie? – popatrzył na mnie z miną zbitego pieska.
- Bo nie i już! Przecież... twoja rodzina... to twoi rodzice...
- Nie da się ukryć – zaśmiał się Liam, podchodząc do mnie i obejmując swoimi silnymi ramionami – No, proszę. Moi rodzice są normalni, nie musisz się ich wstydzić.
- Wiem, że nie, ale...
- No, co? – zapytał Liam i, wciąż się śmiejąc, pocałował mnie.
[ z perspektywy Zayna]
- Słuchajcie, chcieliśmy wam coś z Eleanor powiedzieć i musimy to z tobą, Naya uzgodnić.
    Naya skinęła głową. Podpierała się rękoma o kanapę, a glowę opierała na moim ramieniu.
- Ze względu na dziecko uznaliśmy, że żeby nie robić ci za dużego kłopotu... nie przerywaj – powiedział, widząc że Naya już otwiera usta – postanowiliśmy zamieszkać razem. Wynajmiemy jakiś apartament w Londynie, w końcu mamy dostatecznie dużo pięniędzy. Zgadzasz się?
    Pokiwała, mówiąc:
- Teraz każdy z was zamieszka osobno?
- Prawdopodobnie – przyznał Louis – Bez sensu byłoby, żeby trójka osób miała taki duży dom. Ale wszystko uzgodnić mają między sobą chłopcy. A teraz wybaczcie, ale chcieliśmy z Eleanor już tam pojechać.
- Jasne – skinęła Naya głową.
    Po chwili Niall powiedział:
- I co robimy z tymi apartamentami?
- Moim zdaniem, to dobry pomysł mieszkać oddzielnie – powiedziałem, myśląc głównie o korzyściach.
- Ale – wtrącił Harry – wtedy nie będziemy widzieć się tak często.
- Przecież możemy zamieszkać blisko siebie, w czym problem? – zapytałem.
- Racja – przyznał Harry – no, to już dzisiaj sobie jakieś fajne mieszkanko zacznę szukać. Ale będzie zabawa! – zaśmiał się i, żegnając się wyszedł z Niallem z mieszkania.
- I co? Zostaliśmy sami – uśmiechnąłem się do Nayi. Ona zarzuciła swoje ręce na moją szyję i wtuliła się w moją koszulę.
- Kocham cię – szepnęła cichutko.
- Ja ciebie bardziej – zapewniłem. Ona się roześmiała.
- Jak ja kocham, jak ty się śmiejesz.
- Jak ja kocham, jak ty kłamiesz – odpowiedziała, całując mnie w policzek.
- Naya?
- Słucham? – zapytała, wpatrując się we mnie.
- Czy... co myślisz o tym... żebyśmy, no wiesz...
- Może się w końcu wysłowisz? – zaśmiała się.
- No... zamieszkali razem?
[ z perspektywy Harry’ego ]
- My heart is stereo, beats for you so listen close... – śpiewał Niall.
- Dobra, wychodzimy – westchnąłem, bo już nie umiałem słuchać jego głosu.
- Ok. Ale... tell me why? – znowu zaczął wyć.
- Błagam, przestań, głowa mi zaraz pęknie.
- Dobra... – zgodził się obrażony Niall.
- O, Boże – powiedziałem patrząc na parę dziewczyn biegnących w naszą stronę. W dodatku one też się darły:
- Aaa! Harry Styles i Niall Horan z One Direction!
- Wiejemy – mruknał Niall, który zaczął biec tak szybko, że myślałem że zaraz w kogoś wrąbie.
      I wrąbał. Ach, to moje nieomylne przeczucie. Wpadł na jakąś ładną dziewczynę, na pewno młodszą od nas, ale szepnęła cicho:
- Chodźcie za mną. Wiem, gdzie one was nie złapią.
      Pobiegliśmy. Tym „schronieniem” okazał się mały domek w głębi lasu koło miasta.
- Tu mieszkam – poinformowała dziewczyna, rozmasowując bolące miejsce, tam, gdzie uderzył ją Niall.
- Przepraszam – powtórzył po raz setny Niall.
- Nie ma sprawy – machnęła ręką ona – zaraz przyjdzie tu moja siostra.
- Twoja siostra? To może już pójdziemy?
- Spokojnie, ona lubi One Direction. Ale nie jest psychofanką. Szczególnie lubi ciebie – wskazała na mnie – mówi, że jesteś słodki, uroczy i wspaniały. I że świetnie się z tobą gada. Zerwała ze swoim chłopakiem wczoraj, bo, jak sama powiedziała, jest tobą zbyt zauroczona.
- Naprawdę? – zdumiałem się.
- O, słyszę ją! – ucieszyła się dziewczyna. Otworzyła szybko drzwi, a w nich stanęła znajoma mi postać.
- Angie?!
[ z perspektywy Nayi ]
- Zróbmy sobie wieczór filmowy. Ale tylko my. Nasza dwójka – zaproponował Zayn, przegryzając wargi.
- Czemu nie? – uśmiechnęłam się – w końcu musimy się do siebie przyzwyczaić, skoro będziemy mieszkać razem.
- Czyli się zgadzasz? – uradował się Zayn. Wziął mnie na ręce i zaczął się ze mną kręcić. Śmiejąc się, mówiłam żeby się nie kręcił bo coś rozbijemy. W końcu opadł ze mną na kanapę. Położyłam się koło niego. On przytulił mnie mocniej i pocałował mnie w czoło. Zamknęłam oczy i nawet nie zauważyłam, kiedy wspólnie zasnęliśmy.
                            -----
     Obudził mnie głos Zayna, wyśpiewujący piosenkę Bruno Marsa „Lazy Song”.
- Co ty robisz? – zapytałam nieprzytomnie.
- Śpiewam – rzekł tonem znawcy.
- Wiem, że śpiewasz, ale czemu śpiewasz?
- Bo cię muszę obudzić – wyjaśnił.
- O. A dlaczego?
- Bo... – zrobił teatralną pauzę - ... zabieram cię na galę!
- Co?! Kiedy?!
- Za pół godziny przyjedzie Louis z Eleanor po nas, reszta pojedzie oddzielnie.
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA! – tak brzmiała moja odpowiedź – ty sobie cholera chyba jaja robisz?!
- Nie. Skarbie, proszę – spojrzał nieśmiało – jedź ze mną.
- Bardzo chętnie, ale nie mam CO WŁOŻYĆ!
- Nie ma problemu. Ja kupiłem ci sukienkę – poinformował mnie, podając mi małe pudełko – siostra mi pomogła.
- Która? Saffa?
- Nie, nie ona – zaśmiał się – Doniya. Ta rok starsza ode mnie.
- Aha, ok. Dziękuję, kotku – cmoknęłam go w policzek.
    Poszłam do łazienki, gdzie szybko się umyłam i ubrałam (obrazek) w nową sukienkę od Zayna i parę dodatków do niej. Zostawiłam rozpuszczone fale.
- Wow – powiedział tylko Zayn, który stał przede mną w garniturze – wyglądasz... tak seksownie.
- Bredzisz – żachnęłam się, ale oświadczyłam – ty wyglądasz przystojnie. Bardzo, bardzo przystojnie.
- Dziękuję – skinął z uśmiechem – to jak, schodzimy na dół? Byłaś w łazience ponad dwadzieścia minut...
- Och, jasne! Przepraszam.
- Nie ma sprawy – powiedział i chwycił mnie za rękę.
[ z perspektywy Eleanor ]
- Nie wiem czy to był dobry pomysł zostawiać Emmę z opiekunką... jest taka maleńka!
- Skarbie, nie przesadzaj. Nic złego się nie stanie – uspokajał mnie Louis.
- Masz rację – westchnęłam.
- No. Więc nie jęcz.
- Nie będę.
- Dzisiaj chcę powiedzieć mediom że nie jesteś już tylko moją dziewczyną...
- Ale... Louis, nie wiem czy to dobry pomysł.
- ... i że mamy dziecko... a dlaczego nie?
- Po pierwsze, moje antyfanki i twoje psychofanki...
- ...damy sobie z nimi radę.
- ... po drugie, będą próbować robić zdjęcia Emmie...
- ... jest śliczna, w czym problem?
- Louis!
- No dobrze, nie denerwuj się. Jak nie chcesz, nie powiem... – westchnął, hamując pod mieszkaniem Nayi. Właśnie schodziła ze schodów z Zaynem.
- Hej! – przywitała się z szerokim uśmiechem Naya. Jako że jesteśmy dziewczynami siedziałyśmy z tyłu – co u ciebie?
- Pokłóciłam się z Louisem – powiedziałam do niej szeptem, żeby chłopcy nie słyszeli.
- O co? Przecież wy się nigdy nie kłócicie...
- Twierdzi, że trzeba powiedzieć mediom że mamy Emmę i za niedługo bierzemy ślub. Ale ja jestem przeciwna...
- Dlaczego? – zapytała Naya krótko.
- Myślę że to byłoby niedobre dla nas... i dla małej.
- Nie dowiesz się, póki nie spróbujesz – Naya wzruszyła ramionami, a ja skinęłam głową i zaczęłam się zastanawiać nad tym, co mi powiedziała.
[ z perspektywy Zayna ]
- Jesteś już z Nayą od prawie czterech miesięcy. Czy to coś poważniejszego?
- Bardzo się z Nayą kochamy. Postanowiliśmy, że zamieszkamy razem.
- Naprawdę? Gdzie?
- Jeszcze nie wiemy, ale jesteśmy pewni, że będzie to miejsce wyjątkowe.
      Popatrzyłem się w kierunku Nayi, która śmiała się teraz wraz z Deepem i Miley Cyrus. Uśmiechnąłem się w jej kierunku, a ona w tym momencie odwróciła się w moim kierunku i odwzajemniła uśmiech, po czym podeszła do mnie z Johnnym.
- No, to widzę że ci się niezła dziewczyna przytrafiła, Zaynie Malik!
- Johnny? O czym ty mówisz? – zapytałem zdziwiony, a Naya ukrywała twarz w rękach ze śmiechu.
- Och, rozumiesz, plotę trzy po trzy, alkohol, emocje... – mówił Deep, kiedy Naya się wręcz zataczała chichocząc.
- Johnny, przecież ty ani trochę nie piłeś! – przypomniała ze śmiechem Miley, klepiąc go po plecach.
- Skąd to możesz wiedzieć? – prychnął ze śmiechem.
- Vanessa cię pilnuje...
- Hm, tak, oczywiście, taak, faktycznie...
- Chodźmy stąd – szepnąłem do Nayi, a ona pokiwała głową.
[ z perspektywy Harry’ego ]
        Patrzyliśmy się na siebie w milczeniu. Angie miała na sobie piękną szmaragdową sukienkę. Tak czy tak musiałaby przyjść – w końcu tańczyła na naszych koncertach.
- Pięknie wyglądasz.
        Dalej milczała. Nerwowo łamiąc palce, patrzyła się na swoje stopy.
- Proszę, odezwij się – powiedziałem cicho.
- O czym mam mówić? – zapytała, podnosząc głowę – przecież moja siostra już wszystko zdążyła ci opowiedzieć...
- Nie. Proszę.
        Delikatnie dotknęła mojej ręki. Nie wiedziałem, czy przypadkowo, czy też nie, ale mimo to podniosłem ją i ucałowałem, muskając ustami opuszki palców. Ona lekko się uśmiechnęła po czym powiedziała w zadumie:
-Wiesz... Dzisiaj jest piątek trzynastego. Wszystko się może zdarzyć...
- ... jak to? – zapytałem i ją pocałowałem. Chociaż na początku była chyba w lekkim szoku, po chwili odwzajemniła pocałunek. Zarzuciła mi ręce na szyję, ja swoje dałem na jej biodra i poczułem się niesamowicie szczęśliwy.
[ z perspektywy Louisa ]
- Przepraszam, panie Louisie? Jak układa się u ciebie i twojej dziewczyny Eleanor? – zagadnęła mnie dziennikarka w kapeluszu i ciemnych okularach – pilotkach.
- Uhm... tak, bardzo dobrze – mówiłem zakłopotany, żeby przypadkiem nie palnąć czegoś czego nie chciała Eleanor. Ona podeszła do mnie z uśmiechem, pocałowała mnie w policzek i powiedziała mi na ucho:
- A teraz zrobię coś za ciebie – po czym na głos oświadczyła:
- Teraz bardzo się do siebie zbliżyliśmy, bardziej niż kiedykolwiek. Mamy razem piękną córeczkę - dziennikarce spadł dyktafon – zamieszkaliśmy razem i planujemy wziąć ślub – po czym uśmiechnęła się szeroko. Dziennikarce zabrakło chyba języka w buzi, bo tylko wydusiła:
- C-c-córeczkę?
- Tak, Emmę – odzyskałem mowę i uśmiechnąłem się do Eleanor, która mnie pocałowała – tym razem prosto w usta.
[ z perspektywy Nayi ]
- Gdzie my się urywamy? – zaśmiałam się – Przecież jest gala.
- A co mnie gala obchodzi, kiedy mam ciebie – powiedział Zayn z łobuzerskim uśmiechem. Chwycił mnie za rękę i poprowadził mnie w jakąś ciemną uliczkę.
- Zayn... wiesz, nie za bardzo mi się tutaj podoba...
- Nic się nie stanie, znam dobrze to miejsce – powiedział mi, kiedy przechodziliśmy przez ulicę. Nagle usłyszałam pisk opon. Pierwsze, co zrobiłam, to było odepchnięcie Zayna na krawężnik. Widziałam jeszcze tylko szok w jego oczach, kiedy samochód mnie potrącił.

Zniszczyłam koniec (jak zwykle). Mam nadzieję że mimo to się podoba bo się napracowałam :) Tu dodam Wam parę zdjęć i gifów z One Direction, Nayą, Eleanor i Dianą :) Taki niby radosny, a ostatni akapit napisałam i nagle czar radości pryska :) Huehue, buziaki :*
                                                                           Liam <3
                                                  Hehe na to drugie chętnie bym poszła ^^.
                                                                    God, please! :D
                                                             Misja zaakceptowana :D
                                                                Tak mam z Nayą <3
                                       Lou i Eleanor ;* Wielbię zarost Louisa na tym zdjęciu <3
                                                      Mój ukochany bromance :))

A na koniec, piosenka :)

 Nowy rozdział zapowiadam na pon. - wt. :D
ps.: zauważyliście że dzisiaj jest pt.13 i w opowiadaniu też jest piątek 13, ale grudzień? :D
ps2.: anty pechowego piątku 13 ( ale nie jestem przesądna ;] ) 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz