piątek, 6 lipca 2012

XVIII rozdział, cz. II


[z perspektywy Zayna]
- I co zrobimy? – pytałem załamany, patrząc na Nayę, która siedziała nieruchomo, jakby nic do niej nie docierało. Po chwili odezwała się powoli, cichym głosem:
- Po pierwsze, test na ojcostwo. Mogła z tobą, mogła z każdym. Nie wiadomo czy to twoje dziecko.
- A co zrobimy jak się okaże że moje? Ona go nie chce – zapytałem zrozpaczony. Dodatkowym okropnym widokiem była dla mnie Naya, spokojna i cicha jak nigdy. Ta cisza była straszna.  
- Nie wiem... Zayn, nie mogliście się przynajmniej zabezpieczyć?
- Ja nic z tamtej nocy nie pamiętam, byłem pijany... – żachnąłem się.
- Dobrze. Może zrobimy tak... – wyszeptała Naya, gładząc mnie delikatnie po ręce – Zaadoptujemy je. Albo ty, albo ja. Wychowamy je jakby było nasze własne. Dziewczyna nie będzie miała wyrzutów sumienia, ty też nie. Ale o żadnej aborcji mowy nie ma.
- Dobrze – skinąłem głową. Bo co mogłem innego zrobić? Pod wpływem spojrzenia Nayi byłem gotów zrobić wszystko, nawet wyskoczyć z okna... A ten pomysł mi całkiem pasował. Uśmiechnąłem się do niej i powiedziałem:
- Wiesz co? Mam pomysł, jak to uczcić. Chodź ze mną.

[z perspektywy Nayi]
     Zayn mnie gdzieś prowadził, a ja nie wiedziałam gdzie. Na domiar złego zaczął padać ulewny deszcz. Zaczęłam dygotać, a Zayn, widząc to, mocno mnie przytulił i chciał okryć swoją bejsbolówką, ale pokręciłam głową, mówiąc, że to mi starczy.
- To tutaj – powiedział Zayn pokazując mi mały budynek, ale fantazyjnie ozdobiony: na ścianach było różnorodne, ciekawe graffitti. Od śmiesznych napisów po wróżki i dziwne mroczne twarze.
      Weszliśmy. To było coś jak gabinet lekarski: długi korytarzyk, a na końcu jedna sala. Nagle ktoś zawołał:
- Proszę! – a z sali wyszedł jakiś mężczyzna. Zayn pociągnął mnie za rękę, a ja nieświadoma co zaraz nastąpi, poszłam za nim.
- To studio tatuażu – odkryłam ze zdumieniem, patrząc na wystrój sali.
- Tak! Pomyślałem... znaczy, jeśli nie spodoba ci się ten pomysł... żebyśmy oboje zrobili sobie takie same tatuaże.
- Świetnie, Zayn! – ucieszyłam się i uśmiechnęłam się szeroko.
- Proszę wybrać tatuaż – powiedział młody mężczyzna, uśmiechając się miło.
- Może to? – zaproponowałam, pokazując Zaynowi znak yin-yang.
- Pasuje – skinął głową – ty jesteś yin, ta dobra i jasna moc, a ja yang, ta okropna moc której nikt nie potrzebuje.
- Ja ciebie potrzebuję! - krzyknęłam z oburzeniem.
- Jasne, jasne – zabłysnął zębami.
- Dobra, gołąbeczki, wybraliście sobie wzór? – zapytał tatuażysta.
- Tak – potwierdziłam, wskazując znak.
[z perspektywy Harry’ego]
    Patrzyłem się na nią urzeczony. Mówiła lekko zachrypniętym, ciepłym głosem. W sumie to nawet nie słuchałem jej zbyt uważnie, bo za bardzo byłem w nią wpatrzony, ale co tam. Uśmiechnąłem się do niej, kiedy kończyła długie przemówienie na jakiś tam temat.
- ...i przykro mi, ale dlatego musimy zostać tylko przyjaciółmi. Rozumiesz?
    Skinąłem głową z uśmiechem, ale po chwili dotarł do mnie sens tych słów i zapytałem ze zdumieniem:
- Poczekaj, poczekaj. CO?!
- Och, Harry, słuchałeś mnie wcześniej? Ja... ja mam chłopaka. Ja nie mogę się z tobą spotykać.
- Jasne, ok – na zewnątrz byłem spokojny, chociaż wewnątrz się gotowałem.
- Naprawdę? – spojrzała na mnie nieśmiało – to dobrze.
     Nagle wybuchnąłem. Ze złością krzyknąłem:
- Nie, nie dobrze! Kłamałem! Dlaczego dziewczyny, które mi się podobają i się w nich zakocham, są już zajęte?!
- Ja... Harry, przepraszam!
- Nie masz za co. Cześć – powiedziałem ze wzrokiem wbitym w ziemię.
- Poczekaj chwilę! Masz może komórkę?
- Komórkę? Jasne, mam... chcesz?
- Na momencik, jeśli można, proszę.
- Trzymaj – powiedziałem, teraz bardziej przybity niż zły.
     Coś tam poklikała, nie wiem, co zrobiła. Kiedy już się oddalałem, krzyknęła za mną:
- Szukaj mnie na samym początku!
                                                                   ------
     Siedziałem na kanapie koło Nialla. Oboje mieliśmy podobne nastroje: jego zdradzała dziewczyna, a ja zakochałem się w osobie która ma już chłopaka. Pocieszaliśmy się wzajemnie, aż Niall spytał:
- A jak ona wygląda?
- Zobaczysz ją za niedługo. Będzie naszym nowym choreografem.
- Zatrudniłeś dziewczynę tylko dlatego że się w niej zakochałeś?
- Nie! Ona naprawdę dobrze tańczy!
- Aha, to ok.
- Ale mam jej zdjęcie. Zrobiłem jej, kiedy nie patrzyła.
- Pokaż.
      Pokazałem. Na nim siedziała, opierając jedną rękę o starą jabłoń, a drugą poprawiała rozpuszczone włosy.
- No to się wplątałeś – westchnął Niall.
- Wiem – mruknąłem.
- A co zamierzasz z tym zrobić?
- Nic... a co mam? – prychnąłem. Nagl e usłyszeliśmy głos Eleanor:
- Chłopcy! Ja... ja chyba rodzę! Gdzie jest, do cholery, Louis?!

Namotałam :D To dziecko to będzie musiało być wcześniak xd. Tu macie zdjęcie tatuażów Zayna i Nayi:
Nie udał mi się za bardzo ten fotomontaż :( Tatuaż Zayna jest prawdziwy, a Nayi - nie.

Ps.: Jak myślicie, lepiej żeby El i Louis mieli córeczkę, syna czy bliźniaki? :)
Ps2.: Jak według Was wyszedł fotomontaż? ;)

2 komentarze:

  1. Oczywiście że córeczkę !
    A fotomontaż wyszedł Ci super !
    Czekam niecierpliwie na następny rozdział !

    Eleanor =D

    OdpowiedzUsuń
  2. Zajebisty rozdział <3
    Świetnie Ci wyszedł fotomontaż, co narzekasz? :D
    Czekaam na następny rozdział! <3
    I proszę, nie zawieszaj bloga NIGDY!

    OdpowiedzUsuń