sobota, 30 czerwca 2012

XVII rozdział.


31 października, czwartek.
- Halloween! – przypomniała mi po raz kolejny tego dnia Eleanor.
- Musimy iść kupić dynie – zgodziłam się z szerokim uśmiechem. W Polsce się tego święta nie obchodzi, a szkoda. Dlatego tak wyczekiwałam na ten dzień.
- Będziesz ze mną chodzić po domach? – zapytała się mnie El.
- Jasne!
- Razem z nami będzie szła cała nasza paczka.
- Cała?
- No wiesz, Louis, Harry, Diana, Ariana, Niall, Liam... no i Zayn.
- Dobra, przeboleję. I tak nie chcę żeby on jeden mi zniszczył święto.
- Może mu odpuścisz? Patrz jak się stara, żebyś mu wybaczyła – Eleanor pokazała na bukiet żółtych róż, spoczywających w wazoniku pod oknem.
- Było się nie przesypiać z jakąś fanką.
- Dobraa, nie mówmy już o tym. A co do Halloween... masz jakiś strój?
- Oczywiście, już od dawna – uśmiechnęłam się – ale pokażę ci dopiero wieczorem.
- Ok. Ja przebieram się za anioła! Nie mogę się doczekać.
- Ja też nie – uśmiechnęłam się.

                                     -----
   Punktualnie o godzinie dziewiętnastej spotkaliśmy się w przebraniach w parku. Chłopcy szeroko uśmiechnęli się na nasz widok – mój i Eleanor. Ona wygladała absolutnie przepięknie w parze skrzydeł zrobionych z mnóstwa białych piórek, białej delikatnej sukience do ziemi i aureolą nad głową. Ja przebrałam się nieco inaczej – skorzystałam z farby do włosów naturalnej, która trzymała się tylko do pierwszego mycia głowy, poza tym włożyłam czapeczkę sprzątaczki i biało – czarne ubranie: czarną bluzkę z długimi rękawami i głębokim dekoltem, a do niej czarna spódnica nad kolana i biały fartuch. Wszyscy chłopcy – poza Liamem, który jeszcze nie przyszedł z Dianą – byli wystylizowani na wampirów. Mieli nawet makijaż: czerwoną kredkę do oczu, którą narysowali sobie obwódkę dolnej powieki, a także mnóstwo białego pudru na twarzy. Próbowałam się nie patrzeć na Zayna, który wyraźnie próbował do mnie zagadać.
- Patrzcie! – krzyknął Niall, pokazując na... Liama i Dianę, która NIE JECHAŁA NA WÓZKU!
- Patrzcie, ona już umie chodzić! – powiedział z dumą Liam, zbliżając się do nas. Musiał ją co prawda przytrzymywać, żeby nie spadła, ale poza tym już całkiem normalnie chodziła. Uśmiechnęła się do nas szeroko. Miała blond perukę – mnóstwo loków, i strój królowej. Wyglądała ślicznie. Ariana też podbiegła do nas, machając i przepraszając za spóźnienie. Niall, gdy tylko przybiegła, mocno ją pocałował. Miała blond włosy (!) i cukierkowy strój:
- Jestem Ashley Tisdale – wyjaśniła.
- No to jak? Wszyscy w komplecie? To ruszamy! – krzyknął Louis.
                                   -------
       Po trzech godzinach zbierania cukierków, z pełnymi torbami poszliśmy do domu chłopaków żeby równo je podzielić. Harry zaproponował:
- A może zagramy w prawda czy wyzwanie?
       Zgodziliśmy się. Hazza przygotował butelkę i dwa stosy kart, z pytaniami i zadaniami. Wypadło na Zayna.
- Prawda czy wyzwanie? – zapytał Lou Zayna.
- Wyzwanie – odpowiedział Zayn zdecydowanie.
- „Daj buziaka w usta osobie, która siedzi na przeciwko ciebie” – przeczytał Louis.
       Jezu. To ja.
- A czy ta osoba się zgadza? – zapytał nieśmiało Zayn.
- To wyzwanie... nie gadaj, tylko całuj! – zniecierpliwił się Niall.
       Zaczęliśmy. Chociaż to miał być tylko buziak, zamieniło się to w... namiętny pocałunek. Zayn chwycił moją twarz w jego dłonie, a ja wiedziałam, że tak naprawdę to... chciałam tego. Wreszcie. Chciałam wrócić do Zayna, kochałam go. Popatrzyłam w jego piękne czekoladowe oczy. Chciałam iść tylko z nim, z dala od tego całego towarzystwa, być tylko z nim. Całowaliśmy się tak długo, że Harry krzyknął:
- Ej, ludzie! Hej, hej! To nie jest reklama „Winterfresh”!
- Wyluzuj... właśnie całowałem moją dziewczynę – mruknął Zayn. Kiwnęłam głową z uśmiechem i pomyślałam, że tego mi brakowało.


Wiem, że strasznie krótki, ale w ogóle nie miałam  na niego pomysłu. Chyba zawieszę bloga, bo po pierwsze, mało komentarzy ( ;[ ), a po drugie, brak pomysłu, a po trzecie, własne, prawdziwe życie. Przepraszam ;(

A tutaj macie zdjęcia z Halloween ( tylko Eleanor nie znalazłam ;( ):
Chłopcy jako wampiry :)
                       
Moja Naya jako sprzątaczka ^^ :*

Ashley Tisdale :D

  
Diana jako... no nie wiem D:



A tu jeszcze halloweenowa piosenka x) :


Piosenka naprawdę świetna, jedna z moich ulubionych :) Zachęcam do posłuchania :D
Następny rozdział będzie na pewno przynajmniej 2 razy dłuższy :)

Naya :)

ps.: ten rozdział jest dla Kamili, która nie może się doczekać nowych rozdziałów i zawsze pyta mnie o nowe :*

poniedziałek, 25 czerwca 2012

XVI rozdział! :)


 30 września, wtorek.
      Stałam na lotnisku sama. Widząc mojego ukochanego brata, schodzącego ze sporą torbą, podbiegłam do niego jak mogłam najszybciej.
- Naya! – zawołał Blaine na mój widok.
- Blaine! Wreszcie jesteś! – krzyknęłam uradowana.
      Przytuliliśmy się mocno. Blaine poinformował mnie:
- Zamieszkam na te cztery dni w hotelu. Znalazłem trzy gwiazdkowy hotel, dosyć tani.
- Super, odprowadzę cię! – chwyciłam go za rękę i powędrowaliśmy pod ten hotel. O dziwo, zobaczyłam Nialla i Harry’ego, spacerujących razem. Podbiegli do nas i zlustrowali sytuację. Powiedziałam wyjaśniająco:
- To jest mój brat!
- To czemu trzymasz go za rękę? – zapytał podejrzliwie Harry.
- Przecież chodzę z Zaynem, wiesz o tym!
- Ale...
- Ej, chłopcy, to prawda. Mam na imię Blaine – wtrącił przyjaźnie brat.
- Okaay, wierzymy – powiedział blondynek – ja jestem Niall, a ten kłótnik to Harry.
- Miło mi poznać.
- Nam też.
- A wy gdzie idziecie? – zapytałam Nialla.
- Porozmawiać z Perri. Wciąż nie rozumie, że Zayn za nią nie przepada.
- Mogę iść z wami? – zapytałam z ekscytacją.
- A co z twoim bratem?
- Blaine, pójdziesz już sam pod ten hotel?
- Jasne, siostrzyczko – powiedział Blaine – do jutra!
- Paaa! Kocham cię! – krzyknęłam i poszłam z chłopakami.
- Uważaj, bo wydaje mi się że Harry jest zazdrosny – zauważył Niall patrząc na niego.
- Przestań, przecież Naya jest z Zaynem...
- To jest Perrie – powiedział Niall, pokazując na dziwną blondynkę z kilogramem tapety na twarzy
- TO?! – zdumiałam się – to umalowane coś?!
- Taaa... wierz mi, że my też byliśmy zdziwieni wyborem Zayna. Potem okazało się że on też był swoim wyborem zdziwiony.
- To dlatego z nią zerwał?
- O, nie nie nie. To ona z nim zerwała.
- Idiotka.
- Wiemy. Chodź, podejdziemy do niej.
      Podeszliśmy. Perrie pisnęła:
- Hej! Nialler, Hazza! Jak ja się za wami stęskniłam! – nagle zobaczyła mnie – a to kto?
- To nowa dziewczyna Zayna – powiedział nagle Niall z dziwnym uśmiechem.
- COO?! – wrzasnęła Perrie. Nagle sztuczne rzęsy się jej odkleiły i poleciały na chodnik. Zachichotałam, tak samo jak Harry.
- Hej – przywitałam się ze sztucznym uśmiechem – jestem Naya.
- Aczkolwiek Zayn woli nazywać ją „skarbie” albo „kochanie” –wymruczał ze śmiechem Niall.
- Zayn jest mój! – Perrie wpadła w szał – mój, mój! – i... uderzyła mnie w twarz. Jej długie, ostre paznokcie mocno podrapały mnie w twarz. Nagle Niall spoważniał, a Harry podszedł do Perrie i powiedział, ściskając ją za nadgarstki:
- Jeszcze raz... ją dotkniesz... a obiecuję ci, że nie tylko Zayn się o tym dowie, ale i policja.
      Piekł mnie policzek. Niall krzyknął:
- Krew ci się leje!
- To nic, nic...  – wymruczałam, przykładając rękę do policzka. Wyciągnęłam lusterko. Na moim policzku były cztery długie rany. Z każdej z nich ciurkiem ciekła krew. Harry prawie rzucił się na Perrie, ale Niall go mocno trzymał za ramię:
- Ej, ej. Harry. Spokojnie, nic mi nie jest – uspokoiłam go.
- Idę stąd. I odzyskam go. A was mam w dupie! – krzyknęła Perrie, biegnąc w dół ulicy.
- Idzie się popuszczać, zdzira – mruknął Harry.
      Zaśmiałam się i mówiąc, że muszę iść do Eleanor, odłączyłam się od chłopaków. Poszłam nieco okrężną drogą i spotkałam po drodze Liama i Dianę na wózku.
- Hej, skarbie, jak się czujesz? – zapytałam Dianę z radością.
- Jest ok – uśmiechnęła się ona – idziemy właśnie z Liamem do galerii handlowej.
- Zazdroszczę. Zayn nienawidzi zakupów. Trzymaj się, pa, pa! Na razie Liam!
      Pomachali mi i poszli w swoją stronę. Skierowałam się w stronę domu. Otworzyłam mieszkanie, które... było puste. Około północy zadzwonił Louis, który powiedział ze zdenerwowaniem, trzymając na rękach Eleanor:
- Za dużo wypiła. Mówiłem, żeby tego nie robiła, ale ona mnie olała. I wychlała prawie tyle, co Zayn.
- Zayn? – zdziwiłam się.
- No, tak, był z nami. Narąbał się nieco, ale wszystko jest ok, to nic poważnego.
- Mam nadzieję – uśmiechnęłam się. Pozwoliłam Louisowi wejść i zanieść Eleanor na kanapę. Cóż, dziś ja będę spać na materacu. Pożegnaliśmy się, Lou zbiegł na dół do Zayna.
      Eleanor obudziła się koło drugiej. Nie mogłam tego dnia zasnąć, tak więc czytałam książkę. Odezwała się do mnie, bełkocząc:
- A wieeesz jaaka dzisiaj byyła supeer zaabawa? Szkooda że ciebiee nie byyło.
- Nie powinnaś tyle pić.
- Ooooj taaam, raaaz moogę. Juuż chyba niee będę. Zreeesztą too niee ja przeespałam się z jakimś koleeesiem jak Zayyyn z jakąś bloondi.
- CO?!
- Noo, mówię przecieeeeż... Przeeeespał się z jakąąąś dzieewczyną.
      Nie mogłam uwierzyć w to, co słyszałam. Poszłam do toalety, płacząc. Wyciągnęłam z mojej kosmetyczki żyletkę i nie wiedząc co robię, zaczęłam wydrapywać na swojej ręce przekreślone imię mojego chłopaka. Mojego byłego chłopaka. Nie chciałam go znać. Nie myślałam, że ktokolwiek może mi zrobić taką krzywdę... po chwili przestałam kontrolować moje ciało i zemdlałam.

                                                 ----------
( z perspektywy Harry’ego, 1 października, środa )
      Siedziałem na fotelu myśląc o tym , dlaczego Naya się pocięła. Wiedziałem tylko, że to zrobiła. Zostałem w domu, z Zaynem, żeby nie zrobił sobie nic głupiego. Nagle usłyszałem jego krzyki.
- Co ci jest? – zapytałem ze zdziwieniem, wchodząc do jego pokoju.
- Śniło mi się, że Naya jest w szpitalu – powiedział Zayn, zakrywając twarz rękoma.
- To nie jest sen.
- Co?! Jak to?! Co jej jest?!
- Pocięła się. Nie wiadomo czemu. Niall jest u niej w szpitalu, zawiózł ją, Louis jest u El, która ma załamanie, a Liam z Dianą są u siebie i wciąż o niczym nie wiedzą.
      Z oczu Zayna pociekły łzy. Zadzwonił natychmiast do Nialla. Po dość długiej rozmowie z wieloma przekleństwami i łzami tego pierwszego, Zayn usiadł na łóżku, mówiąc do mnie:
- Byłem wczoraj w klubie z Louisem i Eleanor, i byłem pijany. I chyba przespałem się z jakąś dziewczyną... A Eleanor jeszcze jak była pijana powiedziała o tym Nayi!
- Ja pierdziele. Po co tyle piłeś?!
- Ja nie chciałem! – Zayn płakał teraz tak, jak wtedy, kiedy jego dziadek umarł – nie chciałem, rozumiesz?! Ja ją kocham! Nie chciałem tego... nie chciałem...
- Pojedziemy do szpitala, chodź – zachęciłem Zayna. Szybko się ubrał i ruszyliśmy. Po dziesięciu minutach byliśmy na miejscu. Zapytałem recepcjonistki, na którym piętrze jest Naya. Odpowiedziała:
- Piętro trzecie, sala numer 84.
       Pobiegliśmy. Weszliśmy cichutko do sali, gdzie stał Niall i... Blaine. Na widok Zayna Blaine krzyknął:
- To ty jesteś tym chłopakiem, przez którego Naya tu trafiła?! Zabiję cię, po prostu cię zabiję!
       Niall trzymał go mocno za ramię, żeby przypadkiem nie rąbnął Zayna. Zayn spytał się mnie cicho:
- Kto to jest?
- To Blaine, brat Nayi.
- Muszę ją zobaczyć – Zayn zbliżył się do łóżka, na którym leżała Naya. Była bardzo blada, przez co wyglądała jak inna osoba. Jej długie, czarne włosy były rozrzucone po całej poduszce. Blaine zaciskał pięści, patrząc na Zayna. Kiedy tylko Niall poluźnił uścisk, rzucił się na Zayna. Kto wie, jakby wyglądał po wyjściu ze szpitala, gdyby nie... Naya. Poruszyła ustami, nie wydając z nich żadnego dźwięku. Potem powiedziała zdanie niezrozumiałe dla mnie – zapewne po polsku. Blaine zbliżył się do łóżka i trzymał Nayę za rękę dość długo, dopóki nie powiedział jej, że musi już iść. Naya zacisnęła lekko palce na jego ręce, jakby na znak, że go słyszy i rozumie. Blaine odszedł ze spuszczoną głową. Koło niego szedł Niall, który pożegnał się z nami, tłumacząc, że musi odwieźć Blaine’a. Zostaliśmy sami w sali, tylko my i Naya.
- Dlaczego to zrobiłaś? – zapytał z bólem Zayn.
       Naya tylko lekko pokręciła głową. Po jej białym policzku potoczyła się łza.
- Naya, przepraszam. Przepraszam, tak bardzo cię przepraszam. Ja cię tak kocham... ja nie chciałem. Nie chciałem, nie chciałem! – Zayn się załamał. Naya chyba już zdążyła mu wybaczyć, bo tylko skinęła głową i... otworzyła oczy. Miały niezwykle smutny wyraz. Popatrzyła się na mnie i pogłaskała mnie lekko po ręce, jakby chciała powiedzieć „Wszystko jest dobrze, nie martw się mną”. Przypomniało mi się coś. Wyciągnąłem swój telefon i puściłem piosenkę, o której Naya ostatnio mi mówiła, że okropnie jej się podoba. Po chwili otworzyła usta i... zaczęła śpiewać, patrząc tylko na Zayna.


No więc dzisiaj taki zamulający rozdział xd. Jutro mam egzaminy do Plastyka, więc trzymajcie kciuki! A tutaj macie po tym zamulaczu parę gifów:
 :* No kocham ją, po prostu :)
 Eleanor :*
 Całe One Direction ^^.
 Lubię ten obrazek =]


I teraz tłumaczenie tej piosenki, bo może ktoś chce wiedzieć co Naya śpiewa do Zayna: Naya Rivera - Songbird

I buziaki... nowy rozdział będzie do soboty. Pozdrawiam :****
Ps.: Jeszcze tylko 4 dni do końca roku!!!! Nie umiem w to uwierzyć :D
Ps2.: A co do tej zmiany perspektywy to już chyba tak nie będę robić, strasznie mnie to wkurza ;) :D Baaaj :**
 

wtorek, 19 czerwca 2012

XV rozdział :)


28 września, niedziela.
    Ktoś zadzwonił do drzwi. Wciąż byłam załamana wypadkiem Diany. Dziś ją wypisywali. Liam ją miał przywieźć. Podbiegłam do drzwi i zobaczyłam Liama, który stał za... wózkiem dla inwalidów. Na nim siedziała Diana.
- Boże, Diana! – krzyknęłam z przerażeniem.
- Wiem – uśmiechnęła się ona smutno – mam unieruchomione nogi. Nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek będę mogła chodzić...
- Ale chociaż najmniejsza szansa? – zapytałam. Liam miał zaczerwienione oczy. On chyba też płakał. Mimo to odpowiedział łamiącym się głosem:
- Tak... za dwa miesiące Diana ma operację.
- Ja... to przeze mnie – rozpłakała się Diana – pisałam sms do Liama... i wtedy to we mnie uderzyło. Jak to dobrze, że tamtemu kierowcy nic się nie stało! Co by wtedy było?! Gdyby zginął?! To moja wina!
- Ale nic się mu nie stało?! – krzyknęłam.
- Nie. Jemu nic. Ale jego wina to też była! – krzyknął Liam.
- W każdym razie, Naya, chciałam ci coś powiedzieć – oświadczyła Diana – Liam kupił dom jednorodzinny z windą, tak, żebym mogła swobodnie się poruszać. Tutaj mieszkać nie mogę, bo są schody... trzeba by mnie wnosić cały czas. Do operacji będę tam mieszkać, dobrze? Oczywiście, musisz nas odwiedzać.
- Och – bąknęłam – jasne...
- Ale mam już dla ciebie nową współlokatorkę – rozpromieniła się ona.
- Kogo?
- Eleanor. Szukała nowego apartamentu, bo fanki Louisa dowiedziały się o oświadczynach i wiesz... dzisiaj rano podpaliły jej mieszkanie.
- Jak tak można?!
- To jak, mogłaby? – zapytała się Diana.
- Jasne! – krzyknęłam i zadzwoniłam do El. Odebrała.
- Tak, słucham?
- El, przychodź do mnie! Z walizką, czym tam chcesz. Nikt nieproszony tu nie wejdzie, bo jest domofon.
- O, Boże, Naya, ratujesz mi życie!
- Przychodź jak najszybciej. Pa!
- Pa! Uwielbiam cię, po prostu!
     Liam z Dianą weszli już do mieszkania i zaczęli pakować rzeczy Diany. Po półgodzinie jej walizka była już gotowa. Przytuliłam ją delikatnie, Liama też. Wyszli, żegnając się ze mną i dając adres swojego domu. Kojarzyłam tą ulicę... czy to nie była ta równoległa do domu rodziców Zayna?
     Nie miałam jednak czasu dalej się nad tym zastanawiać, bowiem usłyszałam dzwonek u drzwi. Pewna, że to Eleanor, niemalże rzuciłam się je otwierać. Na progu stał... Mark.
- Słucham, czego chcesz? – zapytałam ze zdenerwowaniem.
- Przyszedłem do ciebie odnośnie twojego artykułu.
- I nie możesz podejść do mnie w pracy?!
- O co ci chodzi? Przecież wiem, że ci się podobam...
- Mam chłopaka!
- A w czym to przeszkadza?
- Idź sobie – powiedziałam ze złością.
- Nie pójdę, dopóki nie odpowiesz na pytanie.
    Gdy chciałam zamknąć drzwi, on zostawił koniuszek buta, tak, że nie mogłam ich domknąć.
- Odczep się ode mnie! – wykrzyczałam – czego ty chcesz?!
- Tego – powiedział i mnie pocałował. Tak mocno mnie obściskiwał, że nawet nie zauważył, że krzyczałam.
    Nagle do kamienicy wszedł Zayn. Tylko zobaczył, co robimy – a raczej co Mark ze mną robił – i wybiegł. Z niesamowitą złością i przykrością na twarzy. Szybko wybiegłam z mieszkania, wyrywając się z objęć Marka, zamknęłam drzwi na klucz i pobiegłam za Zaynem.
- Zayn! – krzyczałam za nim – proszę, wysłuchaj mnie!
- Odwal się! Myślałem że jesteś inna!
- Ja tego nie chciałam! To on!
- Jakoś nic sobie z tego nie robiłaś, że on cię całuje!
- Proszę, Zayn! – dogoniłam go i złapałam za rękaw. Chociaż mógł się wyrwać – był przecież znacznie ode mnie silniejszy – nie zrobił tego. W jego ciemnych oczach była furia.
- No, to opowiedz jak to było – zachęcił mnie drwiącym głosem.
- Czekałam na El. Ma u mnie zamieszkać. Kiedy ktoś zadzwonił, myślałam, że to ona i pobiegłam otworzyć, a to był on i mnie pocałował.
- Oczywiście ci wierzę.
- A czemu miałbyś mi nie wierzyć?! Przecież związek polega właśnie na zaufaniu!
- I nie obściskiwaniu się z innymi! Czemu to zrobiłaś?!
- To nie moja wina!
- Ale jakoś nie protestowałaś!
     Nie chciałam się z nim kłócić. Rozpłakałam się.
- No tak. Stary babski numer. Będziesz płakać.
- Nie rozumiesz?! Ja kocham tylko ciebie! Co mnie on obchodzi! Ja chcę to wszystko odkręcić!
     Ludzie dookoła patrzyli się na Zayna. Parę nastolatek które wyglądało na fanki 1D przysłuchiwały się uważnie naszej rozmowie, a potem zaczęły nam robić zdjęcia. Ale nie obchodziło mnie to. Chciałam tylko, żeby Zayn mi wybaczył.
     Nagle fanki Zayna zaczęły mnie wyzywać. Od dzi*ek, s*k itd. Nagle Zayn wstał, przytulił mnie i chwycił za rękę, mówiąc głośno:
- Nie obrażajcie mojej dziewczyny!
     Wszystkie fanki nagle umilkły. Zayn patrzył na nie swoim słynnym twardym spojrzeniem. Po chwili szepnął do mnie:
- Chodź już. Za bardzo cię kocham, żeby ci nie wybaczyć.
     Poszłam za nim. Szedł przede mną tak, jakby chciał mnie ochronić przed całym światem, żebym nic nie widziała. Doszliśmy pod jego dom.
- Chodźmy do środka – zachęcił Zayn i pociągnął mnie za rękę.
- Zayn! Perri do ciebie dzwoni! – krzyknął Harry.
- Powiedz jej, żeby się ode mnie wreszcie odpieprzyła!
- Mówiłem jej to jakieś tysiąc razy, a ona i tak nie słucha!
     Zayn przeprosił mnie i pobiegł na piętro. Krzyczał i klnął do telefonu aż po paru minutach odłożył słuchawkę bez pożegnania.
- Kto to jest Perri? – zapytałam Harry’ego.
- Była Zayna – odpowiedział lakonicznie – nie chce się od niego odwalić, cholera jasna.
     Zayn nadbiegł i podszedł do swojej szafki przy łóżku. Wyjął papierosy i zapalił jednego.
- Ty palisz? – zapytałam ze zdumieniem.
- Miałeś rzucić – przypomniał mu Harry, po czym wyrwał mu papierosa z buzi i zgniótł go butem.
- Jak mam to rzucić? Ta idiotka ciągle mnie męczy.
- Pokaż jej się z Nayą.
     W tym momencie zadzwoniła moja komórka. Odebrałam, mówiąc:
- Halo?
- Naya? Ja tu od 10 minut stoję i czekam! Ty jesteś w domu?
- O Boże, Eleanor! Całkiem o tobie zapomniałam. Już biegnę!
     Wybiegłam bez słowa wyjaśnienia z domu Zayna. El stała przed drzwiami ze sporą walizką.
- Przepraszam! – zawołałam od razu.
- Nie ma sprawy – machnęła ręką.
     Otworzyłam mieszkanie i weszłyśmy do środka. Pokazałam Eleanor komodę na jej rzeczy i poinformowałam o braku jednego łóżka.
- Spokojnie, Diana mi już powiedziała. Mam śpiwór.
- Tak się cieszę, że zamieszkazmy razem – powiedziałam z entuzjazmem.
- Ja też! Myślałam że już ciągle będę musiała mieszkać w tych okropnych hotelach z zaśmierdłymi pościelami i zapachem papierosów dookoła. Masakra.
     Zachichotałyśmy razem. Zadzwoniła komórka Eleanor. Odebrała ją i przez jakieś dziesięć minut słuchałam świergotania jej i Louisa, o tym, jak BARDZO SIĘ KOCHAJĄ, UWIELBIAJĄ, LUBIĄ itd. Myślałam, że szlag mnie trafi. Ale potem mój telefon też zadzwonił, więc pewna, że to Zayn, odebrałam mówiąc:
- Hej kotku! Tak czekałam na ten telefon!
- Hmm... Naya? Ja pod dobry numer zadzwoniłem?
- Yyyh! – krzyknęłam, słysząc głos mojego brata – taak, przepraszam, myślałam że to ktoś inny.
- No ładnie, nawet półtora miesiąca tam cię nie ma i już masz chłopaka?
- Oj tam, oj tam! Nie ważne.
- Ważne, ważne! A jeszcze ważniejsze jest to... siostrzyczko, przylatuję do Londynu pojutrze.

Wiem, że skopałam ten rozdział :( Sorry. Miało być inaczej, ale wiecie, brak weny :d Na poprawę humoru po beznadziejnym rozdziale dodam Wam parę gifów:
 Słooodko <3
 Biedny Lou :D Obstawiam, że to Harry podłożył mu tyłek :)
 "Oh, tak, już słyszałem że jestem słodki i uroczy". xd
 Foch forever.
 Harry mnie powala w tym "tańcu" xd. Umieram :P
 Moja Naya <3
 Mina Diany "Are you fucking kidding me?"


I tak na koniec chciałabym Wam polecić bloga ( co prawda to mój by się bardziej przydał do polecenia, bo ma ZNACZNIE mniej komentarzy niż tamten, ale i tak go kocham <3 ): http://in-thearmsofanangel.blogspot.com/


x) Buziaki.
Naya.

czwartek, 14 czerwca 2012

XIV rozdział.


6 września, sobota.
   W sobotni ranek obudził mnie telefon. Odebrałam.
- Halo? – zapytałam nieco nieprzytomnie.
- Naya? Obudziłam cię? – usłyszałam miły głos Eleanor.
- Nie, nie – skłamałam – czemu dzwonisz?
- Chciałam się spytać, czy mogłybyśmy dzisiaj razem wyjść?
- Och, jasne. Może do mnie przyjdziesz?
- Ok. Kiedy?
- Przychodź jak najszybciej. Pa!
- Pa,pa!
   Po chwili znowu zaterkotał telefon.
- Tak, słucham?
- Cześć skarbie – usłyszałam w słuchawce głos Zayna.
- Hej. Co tam?
- Możesz się dziś spotkać?
- Przykro mi, ale jestem zajęta – powiedziałam.
- Och – w jego głosie słyszałam smutek – ale będziesz zajęta przez cały dzień?
- Chyba nie...
- Okej, to zadzwonię do ciebie później. Pa. Kocham cię.
- Ja ciebie też.
   Odłożyłam słuchawkę i znowu ktoś zadzwonił. Wrzasnęłam do telefonu:
- Co to jest, cholera?! Jakaś gorąca linia?!
- Yyy... nie. To ja, Mark.
   Fuck. Oczywiście. Ja i mój słynny pech.
- O, Boże. Słucham?
- Chciałem pogratulować ci twojego wyboru ubrań... zdjęcia zostały zrobione.
- Kto pozował?
- Modelka Eleanor Calder.
- Eleanor?! Super! Znam ją!
- To bardzo miło. Czy mogłabyś dzisiaj wyjść na spotkanie, hm, służbowe?
- Dzisiaj niestety jestem zajęta cały dzień.
- Przykro mi. Do zobaczenia.
- Do widzenia.
   Ktoś zapukał do drzwi. Domyśliłam się, że to Eleanor. Otworzyłam. Ona była... cała zapłakana. Przytuliłam ją od razu. Ona szepnęła, wciąż lejąc łzy:
- Jestem w ciąży.
   Najpierw – oczywiście szok. Ale po chwili powiedziałam, uśmiechając się szeroko:
- Przecież to świetna wiadomość! Czemu płaczesz?
- Bo ja nawet nie mam z Louisem ślubu! Co ja teraz zrobię? Mama mnie znienawidzi!
- Nieprawda!
- Nawet nie jestem z nim zaręczona!
- A on o tym wie?
- Nie...
- Chodźmy tam. Powiesz mu to.
- Ja... ja nie mogę...
- Możesz. To jest piękne że będziecie mieli dziecko! Przecież to dowód waszej miłości. Chodź – powiedziałam, ciągnąc ją za rękę.
   Poszłyśmy. Eleanor poprawiła nieco rozmazany makijaż. Zadzwoniłam do drzwi. Otworzył Harry.
- O, dziewczyny. Co się stało? Macie dziwne i nieco odmienne miny – zauważył.
- To ważna sprawa, Harry. Możemy wejść?
- Jasne, wchodźcie – powiedział zdziwiony Hazza.
- Zawołasz Louisa? – zapytała załamanym głosem Eleanor.
- Wow, ale ty masz wyczucie – powiedział Harry i zawołał Lou.
- El? Co się stało? – zapytał Louis.
- Ja ci muszę coś powiedzieć... – powiedziała Eleanor, ukrywając twarz w dłoniach.
- Ja też – potwierdził Louis – mów pierwsza.
- Och, Louis... Ja... ja jestem w ciąży. Czwarty miesiąc.
   Louis otworzył usta. Harry mnie przytulił ze szczęścia, a Niall rozbił filiżankę którą trzymał w dłoniach schodząc ze schodów.
- A my nawet nie jesteśmy zaręczeni! – rozpłakała się El.
- Najwyższy czas to zmienić – powiedział Louis. Uklęknął, wyciągnął pierścionek i zapytał:
- Eleanor Calder, czy wyjdziesz za mnie?
- Ja... Louis... TAK! – wykrzyczała ze szczęściem i pocałowała Louisa po francusku. Ja nigdy nie całowałam się tak z Zaynem. Harry popatrzył na mnie, a w jego spojrzeniu było coś dziwnego... nie umiałam określić co to jest. Szepnął mi na ucho:
- Chodź ze mną do pokoju.
- Hmm... dobrze – mruknęłam. Po chwili zapytałam:
- Gdzie jest Zayn?
- Pojechał na zakupy.
- Aha.
- Zimno ci – zauważył Harry. Miałam gęsią skórkę, a w pokoju Harry’ego było naprawdę chłodno. On podszedł do drzwi i zamknął je.
- Czego chcesz? – zapytałam z niepokojem.
- Naya... Ty wiesz że ja... że ciebie... – po czym mnie przytulił.
   Dziwnie się czułam. Kochałam Zayna, ale Harry... też zaczęłam coś do niego czuć. Chciałam pozostać w jego ciepłym, miłym uścisku, ale wiedziałam, że to przyjaciel Zayna i nie powinnam. Źle się z tym czułam. Z kłopotu wybawił mnie Niall, który wpadł do pokoju, dysząc:
- Diana miała wypadek. Jest w szpitalu.


trochę tragiczny :d mam nadzieję że się podoba mimo to. Buziaki.

piątek, 8 czerwca 2012

XIII rozdział :)


1 września, wtorek.

        Obudziłam się tego dnia – pierwszego dnia pracy – wcześnie, około godziny szóstej trzydzieści. W pracy miałam być na godzinę ósmą. Ubrałam się w ( obrazek u góry ) i uczesałam włosy w koka. Zjadłam croissanta z czekoladą i wypiłam capuccino, po czym włączyłam laptopa. Weszłam na Gadu – Gadu z nudów. Okazało się, że Zayn był dostępny! Napisałam do niego:
Cześć, mój ranny ptaszku! :*
Hej :) Co tam u Ciebie, skarbie?
A,tak sobie. Wygrzewam dłonie przed pracą ;)
Ooo :( Podwieźć Cię? Gdzie Ty w ogóle pracujesz?
Ja pracuję w tej gazecie „Birdy” dla nastolatek. Biuro jest jakieś 20
km od Londynu. Mam tam być na ósmą.
To przyjadę po Ciebie :* A jak tam Twoja ręka?
Nie jest źle, powoli się goi :)
To dobrze :) Co ja bym zrobił, gdyby Ciebie by nie było?
Cóż, pewnie znalazł byś sobie inną dziewczynę, byłbyś z nią i to jej
mówiłbyś takie słodkie rzeczy :*
Aaa! Wypluj to! Innej by nie było!
Jasne, jasne. Przecież na tych wszystkich imprezach masz dookoła
takie ładne dziewczyny ;d
Nie wierzysz w moją wierność?! :D
Oczywiście, że wierzę... głuptas z Ciebie, i tyle ;D
Muszę kończyć. Podjadę po Ciebie o 7.45! Pa! Kocham Cię ;***
Ja Ciebie też ;*** Pa, pa <3
        Miałam jeszcze piętnaście minut dla siebie. Usiadłam na ławce przed domem, czekając na Zayna. Podszedł do mnie jakaś dziewczyna z dyktafonem i zapytała:
- Czy to pani jest Naya Rivera?
- Eee... tak, to ja.
- Mogłabym prosić o króciutki wywiadzik?
- Yyyh... dobrze...
- Jak to jest być w związku z Zaynem Malikiem, jednym z najpopularniejszych chłopaków w Wielkiej Brytanii?
- Zayn jest normalny. To, że jest gwiazdą, nie znaczy, że nasz związek różni się czymś od innych.
- Czy nie irytuje cię to, że fanki Zayna cię atakują słownie?
- Oczywiście, jest to przykre, kiedy mnie wyzywają, ale... co się mam im dziwić. Przecież one też są normalnymi ludźmi i mogą być zazdrosne.
- A czy był jakiś atak, który sprawił, że miałaś obrażenia na ciele?
- Hmm... ale... ja nie wiem czy mogę...
- Możesz.
       Przyjechał Zayn. Zbliżył się do mnie i pocałował, ale zobaczył, że dziewczyna koło mnie robi nam zdjęcie. Zayn powiedział do mine cicho:
- Ja się tym zajmę.
- A może ty odpowiesz? – zapytała go dziewczyna – czy wiesz cokolwiek o jakimś ataku na twoją dziewczynę, przez co miała obrażenia na ciele?
- Tak, zaatakował ją gej i pociął jej rękę. Do widzenia – po czym pociągnął mnie za rękę do auta.
- Jedziemy – powiedział.
- Czemu jej powiedziałeś?
- O czym?
- O tym homoseksualiście!
- Żeby się odczepiła.
- Ale mogłeś powiedzieć, że nie!
- Nie krzycz!
- Nie krzyczę! Ja tylko unoszę głos!
- A to nie jet krzyczenie?
- Nie!
- Ej, nie kłóćmy się.
       Siedziałam do końca drogi cicho, nadąsana. Kiedy wysiadłam, Zayn zawołał:
- Hej! A buziak?
- Nie ma – odpowiedziałam krótko.
- Naya! – krzyknął on i za mną pobiegł.
- No, co?
- Nie obrażaj się – poprosił.
- Będę.
- Nie. Naya, daj spokój – powiedział zmartwiony.
- Muszę się pośpieszyć, bo się spóźnię – powiedziałam zniecierpliwiona. Poszłam szybko po schodach na górę, ale Zayn mnie dogonił i przyciągnął do siebie. I przytulił. Tak bardzo, bardzo mocno. Poczułam zapach jego perfum i pomyślałam, że nie chciałabym, żeby ta chwila kiedykolwiek się kończyła. Zarzuciłam mu ręce na szyję i zaczęłam całować.
- Przepraszam – szepnęłam.
- To ja przepraszam – odpowiedział cicho, patrząc mi w oczy – po prostu chciałem, żeby się już od nas odczepiła. Rozumiem, że jesteś na mnie zła. Ale nigdy bym nie chciał, żebyś była przeze mnie smutna.
- Jak ja cię kocham – powiedziałam, uśmiechając się smutno.
- Hej, czy ty płaczesz?
- Nie, to tylko oczy mi się pocą – zaprzeczyłam.
- Aaa! – zapiszczała jakaś dziewczyna za nami. Miała włosy w kolorze bordo, miłą twarz i duże, brązowe oczy – Na żywo jeszcze ładniej razem wyglądacie niż na zdjęciach! – po czym zwróciła się do mnie:
- To ty tu będziesz pracować?
       Skinęłam głową. Zayn oparł swoją głowę na mojej i przypatrywał się dziewczynie bez zainteresowania.
- To super! Tu są same stare babsztyle, no mówię ci, po prostu cały czas mówią o polityce i jakiś innych głupotach! Co prawda jest tu jeden fajny facet... – na to Zayn popatrzył na dziewczynę przytomniej i zapytał krótko:
- Jaki facet?
- Ale spokojnie, to jest nasz szef. Zresztą, myślisz że Naya by cię zdradziła? Patrzy na ciebie jak na jakiś ósmy cud świata. Nie widzisz tego? A tak w ogóle, to zapomniałam się przestawić. Jestem Ariana, Ariana Grande i pracuję na stanowisku wywiadów z gwiazdami. Zajmuję się też plakatami.
- Miło mi cię poznać – powiedziałam, uśmiechając się szeroko. Była bardzo sympatyczna.
- Chodź już, bo cię kierowniczka okrzyczy. Babka jest strasznie punktualna.
      Pożegnałam się z Zaynem. Zapytał:
- O której której kończysz?
- O czternastej.
- Przyjadę po ciebie.
- Dobrze. Pa. Kocham cię! – zawołałam i pobiegłam na górę.
- Chodź, pokażę ci twoje stanowisko – Ariana pociągnęła mnie za rękę. Zayn wciąż mi machał. Odmachałam mu i pobiegłam za Arianą.
      Każde stanowisko było „odgrodzone” szklanymi ścianami. Ariana szepnęła:
- Te ściany są dźwiękoszczelne, więc możesz sobie spokojnie puszczać muzykę na maksa i nic się nie stanie. Nawet można sobie śpiewać. Tylko nie rób niczego podejrzanego, bo to wszystko widać.
      Poszłyśmy przed siebie, wchodząc do jednej z mniejszych sal.
- Tu pracujesz ty – Ariana pokazała stanowisko przed sobą – ja pracuję naprzeciwko ciebie, o, tam.
      Nagle przez salę przeszedł wysoki, młody i baaardzo przystojny mężczyzna o pociągłej twarzy i z lekkim zarostem. Powiedział do mnie niskim, przyjemnym tonem:
- Witaj, panno Nayo. Mam nadzieję, że to będzie dla pani coś więcej niż praca – i uścisnął mi rękę. Potem poszedł dalej z lekkim uśmiechem.
- Wiem, jest cudny – powiedziała Ariana – i wolny.
- Wolny?! Z tym wyglądem?!
- Nikt dla niego nie jest dostatecznie dobry – westchnęła Ariana.
- To tak, jak z Harrym – westchnęłam.
- On nigdy się nie zakochał?
- Raz... i to... hm... we mnie.
- Ale ty wybrałaś Zayna...
- Tak.
- Dobra, idę pracować, bo mnie Anne zabije... To nasza kierowniczka.
     Poszłam do swojego stanowiska, żegnając się z Arianą. Weszła do mojego pokoju młoda dziewczyna.
- Jestem tu sekretarką. Mam na imię Alice. Dzisiaj idzie pani do sklepu wybrać ubrania do sesji zdjęciowej, która odbędzie się jutro z modelką.
- Mhm... dobrze. Czy będę miała jakiegoś pomocnika?
- Oczywiście. Idzie z panią pani Ariana. Wystarczy okazać tę kartę – podała mi świstek – żeby wypożyczyć dowolne ciuchy. Trzeba je oddać do miesiąca.
- Dobrze. Kiedy mam iść?
- Za... chwilę.
     Wzięłam moją torebkę i poszłam z Arianą do tego wielkiego centrum handlowego. Zapolowałyśmy do pierwszej stylizacji na zieloną spódnieć eponad kolana w fioletowe i żółte paski. Do tego znalazłyśmy fioletową bokserkę i żółte koturny i torebkę w kanarkowym kolorze. Do następnej – różową, rozkloszowaną spódnicę i czarną bluzkę na ramiączkach, a do tego baleriny. Do tego – kolczyki. Do stylizacji numer 3 wzięłyśmy dżinsową koszulę i czarną, gładką spódnicę do kolan. A do tego granatowe szpilki z pietnastocentymetrowymi obcasami. Byłyśmy już nieco zmęczone, więc poszłyśmy do małej, przyjemnej kawiarenki. Spotkałyśmy tam... Harry’ego, Nialla i Zayna. Zayn zdziwił się nieco na mój widok, ale uściskał mnie. Niall i Harry tak samo – ledwo powstrzymał się od pocałowania mnie – i zapytał:
- Co ty tu robisz? Przecież dzisiaj pracujesz!
- To jest moja praca – pokazałam mu moje torby ze sklepów – muszę wybrać ciuchy na jutrzejszą sesję.
- A co to za ślicznotka za tobą stoi? – zapytał Niall bez cienia skrępowania.
- To jest Ariana Grande, moja pomocniczka – powiedziałam.
     Harry nie okazał zainteresowania. Niall jednak zszkował wszystkich, bo kiedy Zayn zaproponował wszystkim deser. Niall powiedział – uważajcie i czytajcie powoli, bo inaczej będziecie w SZOKU – że NIE JEST GŁODNY. Zayn aż się zakrztusił gumą, którą żuł. Harry klęknął na ziemię, nie przejmując się fankami dookoła, i zaczął krzyczeć:
- Teeen dzieeeń naadszedł! GOD, WHY?!
     Ludzie zaczęli robić mu zdjęcia. On ( wariat ) w ogóle się tym nie przejmował. Ariana chichotała, Niall się na nią łakomie patrzył i pożerał ją wzrokiem, a Zayn śmiał się z Nialla. Po chwili Zayn szepnął do mnie:
- Chodźmy stąd na chwilę.
     Wyszliśmy z budynku. Uprzedziłam wcześniej jednak Arianę, gdzie będę. Ona skinęła głową, podczas gdy Niall zagadał do niej:
- Co myślisz o moim zespole?
- Och, uwielbiam go! – powiedziała ona – a zwłaszcza ciebie...
- Chciałabyś się przytulić? – zapytał Niall.
- Ja... do... ciebie?
- No... tak. No, nie bądź taka, przytul się! – zawołał Niall.
     Ariana przytuliła go delikatnie. On jednak chwycił ją mocniej i przyciągnął do siebie. Ona jednak nie miała nic przeciwko temu. Zayn skomentował tą sytuację, wychodząc ze mną z centrum:
- Czyli mamy nową parę.
- Ale ta stara wciąż jest jeszcze dobra – powiedziałam, całując Zayna w usta.
- I to znacznie lepsza – powiedział, całując mnie po szyi.
- A gdzie macie Louisa i Liama? – zapytałam przerywając pocałunki.
- Mają podwójną randkę, z Dianą i Eleanor.
- Aha. Chodźmy do środka, tu jest za gorąco – pomarudziłam.
- Dobrze – powiedział Zayn, wtulając swoją twarz w moje włosy.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też. I to bardzo, bardzo.
    Weszliśmy do centrum. Powiedziałam do Ariany:
- Musimy wybierać dalej ubrania.
- Pójdziemy z wami! – zawołał Niall. Harry i Zayn skinęli, patrząc na mnie.
- Wow, ten numer na pewno kupi więcej dziewczyn. Musimy tylko napisać na okładce że One Direction nam pomagało! – ucieszyła się Ariana.
    Z pomocą chłopców wybrałyśmy najpierw kurtkę bejsbolówkę, bokserkę i luźne spodnie dresy i adidasy. A do następnej i ostatniej stylizacji wybraliśmy długą sukienkę w kolorze głębokiego fioletu i srebrne dodatki: szpilki, kopertówkę i naszyjnik.
- Cudnie – powiedział Harry z zadowoleniem.
- Musimy się z wami pożegnać – powiedziała Ariana z żalem – musimy się jeszcze zameldować w pracy z ciuchami.
- Odwieziemy was! – zawołał Niall.
    Wsiedliśmy do dużego, czerwonego auta Nialla i odjechaliśmy z piskiem opon w kierunku biura. Kiedy zameldowałyśmy się, Mark – nasz szef – pozwolił nam iść. Zayn na jego widok zrobił nieco podejrzliwą minę i natychmiast chwycił mnie w pasie na jego widok. Mark zmarszczył brwi, ale nic nie powiedział. Zayn pocałował mnie w szyję i spojrzał na Marka wyzywająco.
Mój zazdrośnik

Mam nadzieję  że rozdział się Wam podobał ^^. Oglądaliście wczoraj Euro2012? I jak? Zawiedzone Szczęsnym? :C Bo ja szczerze mówiąc tak :( Lewandowski to obecny bohater narodu dzięki swojemu strzałowi  ♥ A tutaj macie tak na dokładkę parę gifów z One Direction, Dianą i Nayą





 ♥ to na tyle ♥ Bye :*
Naya.