28 września,
niedziela.
Ktoś zadzwonił do drzwi. Wciąż byłam załamana
wypadkiem Diany. Dziś ją wypisywali. Liam ją miał przywieźć. Podbiegłam do
drzwi i zobaczyłam Liama, który stał za... wózkiem dla inwalidów. Na nim
siedziała Diana.
- Boże, Diana! – krzyknęłam z przerażeniem.
- Wiem – uśmiechnęła się ona smutno – mam unieruchomione
nogi. Nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek będę mogła chodzić...
- Ale chociaż najmniejsza szansa? – zapytałam. Liam miał
zaczerwienione oczy. On chyba też płakał. Mimo to odpowiedział łamiącym się
głosem:
- Tak... za dwa miesiące Diana ma operację.
- Ja... to przeze mnie – rozpłakała się Diana – pisałam
sms do Liama... i wtedy to we mnie uderzyło. Jak to dobrze, że tamtemu
kierowcy nic się nie stało! Co by wtedy było?! Gdyby zginął?! To moja wina!
- Ale nic się mu nie stało?! – krzyknęłam.
- Nie. Jemu nic. Ale jego wina to też była! – krzyknął
Liam.
- W każdym razie, Naya, chciałam ci coś powiedzieć – oświadczyła Diana – Liam kupił dom jednorodzinny z windą, tak, żebym mogła swobodnie się poruszać. Tutaj mieszkać nie mogę, bo są schody... trzeba by mnie wnosić cały czas. Do operacji będę tam mieszkać, dobrze? Oczywiście, musisz nas odwiedzać.
- W każdym razie, Naya, chciałam ci coś powiedzieć – oświadczyła Diana – Liam kupił dom jednorodzinny z windą, tak, żebym mogła swobodnie się poruszać. Tutaj mieszkać nie mogę, bo są schody... trzeba by mnie wnosić cały czas. Do operacji będę tam mieszkać, dobrze? Oczywiście, musisz nas odwiedzać.
- Och – bąknęłam – jasne...
- Ale mam już dla ciebie nową współlokatorkę –
rozpromieniła się ona.
- Kogo?
- Eleanor. Szukała nowego apartamentu, bo fanki Louisa
dowiedziały się o oświadczynach i wiesz... dzisiaj rano podpaliły jej
mieszkanie.
- Jak tak można?!
- To jak, mogłaby? – zapytała się Diana.
- Jasne! – krzyknęłam i zadzwoniłam do El. Odebrała.
- Tak, słucham?
- El, przychodź do mnie! Z walizką, czym tam chcesz. Nikt
nieproszony tu nie wejdzie, bo jest domofon.
- O, Boże, Naya, ratujesz mi życie!
- Przychodź jak najszybciej. Pa!
- Pa! Uwielbiam cię, po prostu!
Liam z Dianą
weszli już do mieszkania i zaczęli pakować rzeczy Diany. Po półgodzinie jej
walizka była już gotowa. Przytuliłam ją delikatnie, Liama też. Wyszli, żegnając
się ze mną i dając adres swojego domu. Kojarzyłam tą ulicę... czy to nie była
ta równoległa do domu rodziców Zayna?
Nie miałam
jednak czasu dalej się nad tym zastanawiać, bowiem usłyszałam dzwonek u drzwi.
Pewna, że to Eleanor, niemalże rzuciłam się je otwierać. Na progu stał... Mark.
- Słucham, czego chcesz? – zapytałam ze zdenerwowaniem.
- Przyszedłem do ciebie odnośnie twojego artykułu.
- I nie możesz podejść do mnie w pracy?!
- O co ci chodzi? Przecież wiem, że ci się podobam...
- Mam chłopaka!
- A w czym to przeszkadza?
- Idź sobie – powiedziałam ze złością.
- Nie pójdę, dopóki nie odpowiesz na pytanie.
Gdy chciałam
zamknąć drzwi, on zostawił koniuszek buta, tak, że nie mogłam ich domknąć.
- Odczep się ode mnie! – wykrzyczałam – czego ty chcesz?!
- Tego – powiedział i mnie pocałował. Tak mocno mnie
obściskiwał, że nawet nie zauważył, że krzyczałam.
Nagle do
kamienicy wszedł Zayn. Tylko zobaczył, co robimy – a raczej co Mark ze mną
robił – i wybiegł. Z niesamowitą złością i przykrością na twarzy. Szybko
wybiegłam z mieszkania, wyrywając się z objęć Marka, zamknęłam drzwi na klucz i
pobiegłam za Zaynem.
- Zayn! – krzyczałam za nim – proszę, wysłuchaj mnie!
- Odwal się! Myślałem że jesteś inna!
- Ja tego nie chciałam! To on!
- Jakoś nic sobie z tego nie robiłaś, że on cię całuje!
- Proszę, Zayn! – dogoniłam go i złapałam za rękaw.
Chociaż mógł się wyrwać – był przecież znacznie ode mnie silniejszy – nie
zrobił tego. W jego ciemnych oczach była furia.
- No, to opowiedz jak to było – zachęcił mnie drwiącym
głosem.
- Czekałam na El. Ma u mnie zamieszkać. Kiedy ktoś
zadzwonił, myślałam, że to ona i pobiegłam otworzyć, a to był on i mnie
pocałował.
- Oczywiście ci wierzę.
- A czemu miałbyś mi nie wierzyć?! Przecież związek
polega właśnie na zaufaniu!
- I nie obściskiwaniu się z innymi! Czemu to zrobiłaś?!
- To nie moja wina!
- Ale jakoś nie protestowałaś!
Nie chciałam
się z nim kłócić. Rozpłakałam się.
- No tak. Stary babski numer. Będziesz płakać.
- Nie rozumiesz?! Ja kocham tylko ciebie! Co mnie on
obchodzi! Ja chcę to wszystko odkręcić!
Ludzie dookoła
patrzyli się na Zayna. Parę nastolatek które wyglądało na fanki 1D
przysłuchiwały się uważnie naszej rozmowie, a potem zaczęły nam robić zdjęcia.
Ale nie obchodziło mnie to. Chciałam tylko, żeby Zayn mi wybaczył.
Nagle fanki Zayna
zaczęły mnie wyzywać. Od dzi*ek, s*k itd. Nagle Zayn wstał, przytulił mnie i
chwycił za rękę, mówiąc głośno:
- Nie obrażajcie mojej dziewczyny!
Wszystkie
fanki nagle umilkły. Zayn patrzył na nie swoim słynnym twardym spojrzeniem. Po
chwili szepnął do mnie:
- Chodź już. Za bardzo cię kocham, żeby ci nie wybaczyć.
Poszłam za
nim. Szedł przede mną tak, jakby chciał mnie ochronić przed całym światem,
żebym nic nie widziała. Doszliśmy pod jego dom.
- Chodźmy do środka – zachęcił Zayn i pociągnął mnie za
rękę.
- Zayn! Perri do ciebie dzwoni! – krzyknął Harry.
- Powiedz jej, żeby się ode mnie wreszcie odpieprzyła!
- Mówiłem jej to jakieś tysiąc razy, a ona i tak nie
słucha!
Zayn
przeprosił mnie i pobiegł na piętro. Krzyczał i klnął do telefonu aż po paru
minutach odłożył słuchawkę bez pożegnania.
- Kto to jest Perri? – zapytałam Harry’ego.
- Była Zayna – odpowiedział lakonicznie – nie chce się od
niego odwalić, cholera jasna.
Zayn nadbiegł
i podszedł do swojej szafki przy łóżku. Wyjął papierosy i zapalił jednego.
- Ty palisz? – zapytałam ze zdumieniem.
- Miałeś rzucić – przypomniał mu Harry, po czym wyrwał mu
papierosa z buzi i zgniótł go butem.
- Jak mam to rzucić? Ta idiotka ciągle mnie męczy.
- Pokaż jej się z Nayą.
W tym momencie
zadzwoniła moja komórka. Odebrałam, mówiąc:
- Halo?
- Naya? Ja tu od 10 minut stoję i czekam! Ty jesteś w
domu?
- O Boże, Eleanor! Całkiem o tobie zapomniałam. Już
biegnę!
Wybiegłam bez
słowa wyjaśnienia z domu Zayna. El stała przed drzwiami ze sporą walizką.
- Przepraszam! – zawołałam od razu.
- Nie ma sprawy – machnęła ręką.
Otworzyłam
mieszkanie i weszłyśmy do środka. Pokazałam Eleanor komodę na jej rzeczy i
poinformowałam o braku jednego łóżka.
- Spokojnie, Diana mi już powiedziała. Mam śpiwór.
- Tak się cieszę, że zamieszkazmy razem – powiedziałam z
entuzjazmem.
- Ja też! Myślałam że już ciągle będę musiała mieszkać w
tych okropnych hotelach z zaśmierdłymi pościelami i zapachem papierosów
dookoła. Masakra.
Zachichotałyśmy razem. Zadzwoniła komórka Eleanor. Odebrała ją i przez
jakieś dziesięć minut słuchałam świergotania jej i Louisa, o tym, jak BARDZO
SIĘ KOCHAJĄ, UWIELBIAJĄ, LUBIĄ itd. Myślałam, że szlag mnie trafi. Ale potem
mój telefon też zadzwonił, więc pewna, że to Zayn, odebrałam mówiąc:
- Hej kotku! Tak czekałam na ten telefon!
- Hmm... Naya? Ja pod dobry numer zadzwoniłem?
- Yyyh! – krzyknęłam, słysząc głos mojego brata – taak,
przepraszam, myślałam że to ktoś inny.
- No ładnie, nawet półtora miesiąca tam cię nie ma i już
masz chłopaka?
- Oj tam, oj tam! Nie ważne.
- Ważne, ważne! A jeszcze ważniejsze jest to...
siostrzyczko, przylatuję do Londynu pojutrze.
Wiem, że skopałam ten rozdział :( Sorry. Miało być inaczej, ale wiecie, brak weny :d Na poprawę humoru po beznadziejnym rozdziale dodam Wam parę gifów:
Słooodko <3Biedny Lou :D Obstawiam, że to Harry podłożył mu tyłek :)
"Oh, tak, już słyszałem że jestem słodki i uroczy". xd
Foch forever.
Harry mnie powala w tym "tańcu" xd. Umieram :P
Moja Naya <3
Mina Diany "Are you fucking kidding me?"
I tak na koniec chciałabym Wam polecić bloga ( co prawda to mój by się bardziej przydał do polecenia, bo ma ZNACZNIE mniej komentarzy niż tamten, ale i tak go kocham <3 ): http://in-thearmsofanangel.blogspot.com/
Naya.







baardzo dziękuję <33333
OdpowiedzUsuńjestes świetna ;* !
Rozdział jest Zajebisty !
Czekam na nn