niedziela, 3 czerwca 2012

XI rozdział :)


30 sierpnia, niedziela.

- Idę do sklepiku. Chcesz coś? – zawołałam do Diany, która siedziała w kuchni z laptopem i gadała przez Facebooka z Liamem.
- A do którego idziesz?
- Do tego na dole.
- Czekoladę. Z orzechami. Walić dietę!
- Wal. Diety to ty nie potrzebujesz...
- Dobra.
     Wyszłam z domu, ubrana w pierwsze lepsze ciuchy – białą krótką spódniczkę i zieloną bluzkę. O dziwo – przy sklepiku zobaczyłam Hazzę.
- Cześć! – powiedziałam, dając mu buziaka w policzek.
- Siema, mała – uśmiechnął się on. Wszedł do sklepiku – był bardzo mały, tak, że mogła tam przebywać maksymalnie jedna osoba. Postanowiłam na niego zaczekać.
     Był w tym sklepiku dość długo, ale nie widziałam, co robił – drzwi były zamknięte, a każde okno było osłonięte. Zauważyłam czarnego człowieka opierającego się o samochód i patrzącego na mnie od pewnego czasu.

                                                                 ***
     Zadzwoniła moja komórka. Ból ręki był tak ogromny, że nie mogłam jej nawet odebrać. Naciął ją tak, że miałam w niej szeroką dziurę.
- Pozwolisz, że odbiorę – zachichotał facet. Włączył głośnik.
- Naya? Gdzie jesteś?! – usłyszałam głos Zayna. Facet powiedział:
- Spokojnie... już niedługo będziesz mógł o niej zapomnieć, zbyt długo to ona nie pożyje.
- Co?! Jak to?! Kim ty jesteś?! – krzyczał Zayn.
- Twoim fanem, skarbie. Buziaki – powiedział grubas jak gdyby nigdy nic i się rozłączył.
- Kim jesteś? – szepnęłam.
- Cóż. Trochę trudno to wyjaśnić, bo jakby nie patrzeć, mam trzydzieści parę lat. Ale... hm. Przeczytałem o tobie i Zaynie w gazecie. I szczerze mówiąc, to się nieco zezłościłem – powiedział łagodnie, po czym nagle zaczął krzyczeć – Bo kim ty jesteś?! Nie zasługujesz, by z nim być!
- Bo ty na pewno zasługujesz na niego bardziej – prychnęłam. To na pewno sen. Zły, dziwny sen.
- Jestem pewien, że kiedy ciebie już nie będzie, Zayn wreszcie przejrzy na oczy i stwierdzi, że mężczyźni są lepsi.
- Aha. Jesteś homoseksualnym fanem Zayna – spróbowałam sobie wszystko uporządkować.
- Dokładnie. Czyli nie jesteś taka głupia. A teraz... co nacinamy? Druga rączka, noga? – zapytał z obleśnym uśmiechem. Wziął swój sekator i przyłożył do mojej drugiej ręki.
- SUPERMAN! – wrzasnął Louis, wbiegając nagle do pomieszczenia.
- Louis?! – krzyknęłam ze szczęścia.
      Louis wziął grubasowi sekator z ręki i walnął go nim w łeb. Ten zaś osunął się na ziemię. Wbiegł Harry.
- Łap! – krzyknął do niego Louis i rzucił w jego kierunku coś, co miał w ręce. To coś przeleciało nad Harrym i oberwało mu parę loków.
- AAAA! MOJE WŁOSY! – zaczął wrzeszczeć Harry.
- Naya?! Gdzie jest Naya?! – krzyknął Zayn, przybiegając – nic ci nie jest?
- Nie – uśmiechnęłam się – jak to dobrze, że jesteś – powiedziałam, wtulając się w niego. On pogłaskał mnie po głowie.
- Nawet nie wiesz, jak się martwiłem – szepnął.
- Jak się dowiedzieliście, gdzie jestem? – zapytałam.
- Najpierw Harry zadzwonił, że zniknęłaś. Potem zadzwoniłem do ciebie i odebrał ten facet... namierzyliśmy cię GPS’em. Jak to dobrze, że żyjesz...
- A gdzie Niall i Liam? – zapytałam.
- Liam jest z Dianą, bo była w szoku jak się dowiedziała że ktoś cię porwał, a Niall...
      ... nagle wbiegł Niall właśnie z paroma pomidorami.
- Mam broń, ha! – krzyknął i rzucił pomidorem w leżącego na podłodze grubasa.
- Chyba już lepiej chodźmy – powiedział Louis – trzeba powiedzieć Dianie, że wszystko jest ok.
- Hallo! Moje włosy nie są ok! – przypomniał Harry.
      Wybuchnęliśmy śmiechem. Nagle Zayn powiedział z przerażeniem:
- Twoja ręka.
      Reszta natychmiast też na nią popatrzyła. Mój palec ostro krwawił.
- Co on ci zrobił?!
- On... nie wiedział co robi...
- ZABIJĘ GO! – Zayn wyrwał się w kierunku faceta. Louis, Niall i Harry stawali na rzęsach, żeby go zatrzymać...
- Nie, Zayn. Proszę, chodźmy – delikatnie położyłam nieskaleczoną rękę na jego ramieniu.
- Chodźmy – zgodził się ze mną Louis.
      Wyszliśmy. Tylko ja zauważyłam, że Zayn cały się trząsł...

I tyle. Bye :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz