30 sierpnia,
niedziela.
- Idę do sklepiku. Chcesz coś? – zawołałam do Diany,
która siedziała w kuchni z laptopem i gadała przez Facebooka z Liamem.
- A do którego idziesz?
- Do tego na dole.
- Czekoladę. Z orzechami. Walić dietę!
- Wal. Diety to ty nie potrzebujesz...
- Dobra.
Wyszłam z
domu, ubrana w pierwsze lepsze ciuchy – białą krótką spódniczkę i zieloną
bluzkę. O dziwo – przy sklepiku zobaczyłam Hazzę.
- Cześć! – powiedziałam, dając mu buziaka w policzek.
- Siema, mała – uśmiechnął się on. Wszedł do sklepiku –
był bardzo mały, tak, że mogła tam przebywać maksymalnie jedna osoba.
Postanowiłam na niego zaczekać.
Był w tym
sklepiku dość długo, ale nie widziałam, co robił – drzwi były zamknięte, a
każde okno było osłonięte. Zauważyłam czarnego człowieka opierającego się o
samochód i patrzącego na mnie od pewnego czasu.
***
Zadzwoniła
moja komórka. Ból ręki był tak ogromny, że nie mogłam jej nawet odebrać. Naciął
ją tak, że miałam w niej szeroką dziurę.
- Pozwolisz, że odbiorę – zachichotał facet. Włączył głośnik.
- Naya? Gdzie jesteś?! – usłyszałam głos Zayna. Facet
powiedział:
- Spokojnie... już niedługo będziesz mógł o niej
zapomnieć, zbyt długo to ona nie pożyje.
- Co?! Jak to?! Kim ty jesteś?! – krzyczał Zayn.
- Twoim fanem, skarbie. Buziaki – powiedział grubas jak
gdyby nigdy nic i się rozłączył.
- Kim jesteś? – szepnęłam.
- Cóż. Trochę trudno to wyjaśnić, bo jakby nie patrzeć,
mam trzydzieści parę lat. Ale... hm. Przeczytałem o tobie i Zaynie w gazecie. I
szczerze mówiąc, to się nieco zezłościłem – powiedział łagodnie, po czym nagle
zaczął krzyczeć – Bo kim ty jesteś?! Nie zasługujesz, by z nim być!
- Bo ty na pewno zasługujesz na niego bardziej –
prychnęłam. To na pewno sen. Zły, dziwny sen.
- Jestem pewien, że kiedy ciebie już nie będzie, Zayn
wreszcie przejrzy na oczy i stwierdzi, że mężczyźni są lepsi.
- Aha. Jesteś homoseksualnym fanem Zayna – spróbowałam sobie
wszystko uporządkować.
- Dokładnie. Czyli nie jesteś taka głupia. A teraz... co
nacinamy? Druga rączka, noga? – zapytał z obleśnym uśmiechem. Wziął swój
sekator i przyłożył do mojej drugiej ręki.
- SUPERMAN! – wrzasnął Louis, wbiegając nagle do
pomieszczenia.
- Louis?! – krzyknęłam ze szczęścia.
Louis wziął
grubasowi sekator z ręki i walnął go nim w łeb. Ten zaś osunął się na ziemię.
Wbiegł Harry.
- Łap! – krzyknął do niego Louis i rzucił w jego kierunku
coś, co miał w ręce. To coś przeleciało nad Harrym i oberwało mu parę loków.
- AAAA! MOJE WŁOSY! – zaczął wrzeszczeć Harry.
- Naya?! Gdzie jest Naya?! – krzyknął Zayn, przybiegając –
nic ci nie jest?
- Nie – uśmiechnęłam się – jak to dobrze, że jesteś –
powiedziałam, wtulając się w niego. On pogłaskał mnie po głowie.
- Nawet nie wiesz, jak się martwiłem – szepnął.
- Jak się dowiedzieliście, gdzie jestem? – zapytałam.
- Najpierw Harry zadzwonił, że zniknęłaś. Potem
zadzwoniłem do ciebie i odebrał ten facet... namierzyliśmy cię GPS’em. Jak to
dobrze, że żyjesz...
- A gdzie Niall i Liam? – zapytałam.
- Liam jest z Dianą, bo była w szoku jak się dowiedziała
że ktoś cię porwał, a Niall...
... nagle
wbiegł Niall właśnie z paroma pomidorami.
- Mam broń, ha! – krzyknął i rzucił pomidorem w leżącego
na podłodze grubasa.
- Chyba już lepiej chodźmy – powiedział Louis – trzeba powiedzieć
Dianie, że wszystko jest ok.
- Hallo! Moje włosy nie są ok! – przypomniał Harry.
Wybuchnęliśmy
śmiechem. Nagle Zayn powiedział z przerażeniem:
- Twoja ręka.
Reszta
natychmiast też na nią popatrzyła. Mój palec ostro krwawił.
- Co on ci zrobił?!
- On... nie wiedział co robi...
- ZABIJĘ GO! – Zayn wyrwał się w kierunku faceta. Louis,
Niall i Harry stawali na rzęsach, żeby go zatrzymać...
- Nie, Zayn. Proszę, chodźmy – delikatnie położyłam
nieskaleczoną rękę na jego ramieniu.
- Chodźmy – zgodził się ze mną Louis.
Wyszliśmy.
Tylko ja zauważyłam, że Zayn cały się trząsł...
I tyle. Bye :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz