wtorek, 19 czerwca 2012

XV rozdział :)


28 września, niedziela.
    Ktoś zadzwonił do drzwi. Wciąż byłam załamana wypadkiem Diany. Dziś ją wypisywali. Liam ją miał przywieźć. Podbiegłam do drzwi i zobaczyłam Liama, który stał za... wózkiem dla inwalidów. Na nim siedziała Diana.
- Boże, Diana! – krzyknęłam z przerażeniem.
- Wiem – uśmiechnęła się ona smutno – mam unieruchomione nogi. Nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek będę mogła chodzić...
- Ale chociaż najmniejsza szansa? – zapytałam. Liam miał zaczerwienione oczy. On chyba też płakał. Mimo to odpowiedział łamiącym się głosem:
- Tak... za dwa miesiące Diana ma operację.
- Ja... to przeze mnie – rozpłakała się Diana – pisałam sms do Liama... i wtedy to we mnie uderzyło. Jak to dobrze, że tamtemu kierowcy nic się nie stało! Co by wtedy było?! Gdyby zginął?! To moja wina!
- Ale nic się mu nie stało?! – krzyknęłam.
- Nie. Jemu nic. Ale jego wina to też była! – krzyknął Liam.
- W każdym razie, Naya, chciałam ci coś powiedzieć – oświadczyła Diana – Liam kupił dom jednorodzinny z windą, tak, żebym mogła swobodnie się poruszać. Tutaj mieszkać nie mogę, bo są schody... trzeba by mnie wnosić cały czas. Do operacji będę tam mieszkać, dobrze? Oczywiście, musisz nas odwiedzać.
- Och – bąknęłam – jasne...
- Ale mam już dla ciebie nową współlokatorkę – rozpromieniła się ona.
- Kogo?
- Eleanor. Szukała nowego apartamentu, bo fanki Louisa dowiedziały się o oświadczynach i wiesz... dzisiaj rano podpaliły jej mieszkanie.
- Jak tak można?!
- To jak, mogłaby? – zapytała się Diana.
- Jasne! – krzyknęłam i zadzwoniłam do El. Odebrała.
- Tak, słucham?
- El, przychodź do mnie! Z walizką, czym tam chcesz. Nikt nieproszony tu nie wejdzie, bo jest domofon.
- O, Boże, Naya, ratujesz mi życie!
- Przychodź jak najszybciej. Pa!
- Pa! Uwielbiam cię, po prostu!
     Liam z Dianą weszli już do mieszkania i zaczęli pakować rzeczy Diany. Po półgodzinie jej walizka była już gotowa. Przytuliłam ją delikatnie, Liama też. Wyszli, żegnając się ze mną i dając adres swojego domu. Kojarzyłam tą ulicę... czy to nie była ta równoległa do domu rodziców Zayna?
     Nie miałam jednak czasu dalej się nad tym zastanawiać, bowiem usłyszałam dzwonek u drzwi. Pewna, że to Eleanor, niemalże rzuciłam się je otwierać. Na progu stał... Mark.
- Słucham, czego chcesz? – zapytałam ze zdenerwowaniem.
- Przyszedłem do ciebie odnośnie twojego artykułu.
- I nie możesz podejść do mnie w pracy?!
- O co ci chodzi? Przecież wiem, że ci się podobam...
- Mam chłopaka!
- A w czym to przeszkadza?
- Idź sobie – powiedziałam ze złością.
- Nie pójdę, dopóki nie odpowiesz na pytanie.
    Gdy chciałam zamknąć drzwi, on zostawił koniuszek buta, tak, że nie mogłam ich domknąć.
- Odczep się ode mnie! – wykrzyczałam – czego ty chcesz?!
- Tego – powiedział i mnie pocałował. Tak mocno mnie obściskiwał, że nawet nie zauważył, że krzyczałam.
    Nagle do kamienicy wszedł Zayn. Tylko zobaczył, co robimy – a raczej co Mark ze mną robił – i wybiegł. Z niesamowitą złością i przykrością na twarzy. Szybko wybiegłam z mieszkania, wyrywając się z objęć Marka, zamknęłam drzwi na klucz i pobiegłam za Zaynem.
- Zayn! – krzyczałam za nim – proszę, wysłuchaj mnie!
- Odwal się! Myślałem że jesteś inna!
- Ja tego nie chciałam! To on!
- Jakoś nic sobie z tego nie robiłaś, że on cię całuje!
- Proszę, Zayn! – dogoniłam go i złapałam za rękaw. Chociaż mógł się wyrwać – był przecież znacznie ode mnie silniejszy – nie zrobił tego. W jego ciemnych oczach była furia.
- No, to opowiedz jak to było – zachęcił mnie drwiącym głosem.
- Czekałam na El. Ma u mnie zamieszkać. Kiedy ktoś zadzwonił, myślałam, że to ona i pobiegłam otworzyć, a to był on i mnie pocałował.
- Oczywiście ci wierzę.
- A czemu miałbyś mi nie wierzyć?! Przecież związek polega właśnie na zaufaniu!
- I nie obściskiwaniu się z innymi! Czemu to zrobiłaś?!
- To nie moja wina!
- Ale jakoś nie protestowałaś!
     Nie chciałam się z nim kłócić. Rozpłakałam się.
- No tak. Stary babski numer. Będziesz płakać.
- Nie rozumiesz?! Ja kocham tylko ciebie! Co mnie on obchodzi! Ja chcę to wszystko odkręcić!
     Ludzie dookoła patrzyli się na Zayna. Parę nastolatek które wyglądało na fanki 1D przysłuchiwały się uważnie naszej rozmowie, a potem zaczęły nam robić zdjęcia. Ale nie obchodziło mnie to. Chciałam tylko, żeby Zayn mi wybaczył.
     Nagle fanki Zayna zaczęły mnie wyzywać. Od dzi*ek, s*k itd. Nagle Zayn wstał, przytulił mnie i chwycił za rękę, mówiąc głośno:
- Nie obrażajcie mojej dziewczyny!
     Wszystkie fanki nagle umilkły. Zayn patrzył na nie swoim słynnym twardym spojrzeniem. Po chwili szepnął do mnie:
- Chodź już. Za bardzo cię kocham, żeby ci nie wybaczyć.
     Poszłam za nim. Szedł przede mną tak, jakby chciał mnie ochronić przed całym światem, żebym nic nie widziała. Doszliśmy pod jego dom.
- Chodźmy do środka – zachęcił Zayn i pociągnął mnie za rękę.
- Zayn! Perri do ciebie dzwoni! – krzyknął Harry.
- Powiedz jej, żeby się ode mnie wreszcie odpieprzyła!
- Mówiłem jej to jakieś tysiąc razy, a ona i tak nie słucha!
     Zayn przeprosił mnie i pobiegł na piętro. Krzyczał i klnął do telefonu aż po paru minutach odłożył słuchawkę bez pożegnania.
- Kto to jest Perri? – zapytałam Harry’ego.
- Była Zayna – odpowiedział lakonicznie – nie chce się od niego odwalić, cholera jasna.
     Zayn nadbiegł i podszedł do swojej szafki przy łóżku. Wyjął papierosy i zapalił jednego.
- Ty palisz? – zapytałam ze zdumieniem.
- Miałeś rzucić – przypomniał mu Harry, po czym wyrwał mu papierosa z buzi i zgniótł go butem.
- Jak mam to rzucić? Ta idiotka ciągle mnie męczy.
- Pokaż jej się z Nayą.
     W tym momencie zadzwoniła moja komórka. Odebrałam, mówiąc:
- Halo?
- Naya? Ja tu od 10 minut stoję i czekam! Ty jesteś w domu?
- O Boże, Eleanor! Całkiem o tobie zapomniałam. Już biegnę!
     Wybiegłam bez słowa wyjaśnienia z domu Zayna. El stała przed drzwiami ze sporą walizką.
- Przepraszam! – zawołałam od razu.
- Nie ma sprawy – machnęła ręką.
     Otworzyłam mieszkanie i weszłyśmy do środka. Pokazałam Eleanor komodę na jej rzeczy i poinformowałam o braku jednego łóżka.
- Spokojnie, Diana mi już powiedziała. Mam śpiwór.
- Tak się cieszę, że zamieszkazmy razem – powiedziałam z entuzjazmem.
- Ja też! Myślałam że już ciągle będę musiała mieszkać w tych okropnych hotelach z zaśmierdłymi pościelami i zapachem papierosów dookoła. Masakra.
     Zachichotałyśmy razem. Zadzwoniła komórka Eleanor. Odebrała ją i przez jakieś dziesięć minut słuchałam świergotania jej i Louisa, o tym, jak BARDZO SIĘ KOCHAJĄ, UWIELBIAJĄ, LUBIĄ itd. Myślałam, że szlag mnie trafi. Ale potem mój telefon też zadzwonił, więc pewna, że to Zayn, odebrałam mówiąc:
- Hej kotku! Tak czekałam na ten telefon!
- Hmm... Naya? Ja pod dobry numer zadzwoniłem?
- Yyyh! – krzyknęłam, słysząc głos mojego brata – taak, przepraszam, myślałam że to ktoś inny.
- No ładnie, nawet półtora miesiąca tam cię nie ma i już masz chłopaka?
- Oj tam, oj tam! Nie ważne.
- Ważne, ważne! A jeszcze ważniejsze jest to... siostrzyczko, przylatuję do Londynu pojutrze.

Wiem, że skopałam ten rozdział :( Sorry. Miało być inaczej, ale wiecie, brak weny :d Na poprawę humoru po beznadziejnym rozdziale dodam Wam parę gifów:
 Słooodko <3
 Biedny Lou :D Obstawiam, że to Harry podłożył mu tyłek :)
 "Oh, tak, już słyszałem że jestem słodki i uroczy". xd
 Foch forever.
 Harry mnie powala w tym "tańcu" xd. Umieram :P
 Moja Naya <3
 Mina Diany "Are you fucking kidding me?"


I tak na koniec chciałabym Wam polecić bloga ( co prawda to mój by się bardziej przydał do polecenia, bo ma ZNACZNIE mniej komentarzy niż tamten, ale i tak go kocham <3 ): http://in-thearmsofanangel.blogspot.com/


x) Buziaki.
Naya.

1 komentarz:

  1. baardzo dziękuję <33333
    jestes świetna ;* !
    Rozdział jest Zajebisty !
    Czekam na nn

    OdpowiedzUsuń