28 sierpnia,
piątek.
Obudziłam się w piątek około godziny
siódmej ze zdenerwowaniem, niemal płacząc. Diana siedziała koło mnie,
przyglądając mi się z niepokojem.
- Co się stało? – zapytała.
- Miałam zły sen – zmarszczyłam brwi – śniło mi się, że
babcia jest chora.
- Twoja babcia? Przecież jest zdrowa.
- No, wiem... ale to było bardzo realistyczne.
Zadzwoniła
komórka. Odebrałam. Kto normalny dzwoni o tej godzinie?
- Hej, skarbie – powiedział ciepło Zayn przez telefon.
- Hej. Co u ciebie, czemu dzwonisz? Coś się stało?!
- W pewnym sensie.
- W pewnym sensie? Mów jaśniej.
- Cóż... idę dzisiaj na premierę filmu.
- Tak? I co w związku z tym? – zainteresowałam się.
- No... poszłabyś ze mną? Bo widziałem artykuł w gazecie
z nieprawdziwymi zdjęciami jakiejś dziewczyny i mnie, że znowu zmieniam
dziewczyny, cytuję „jak rękawiczki”.
- Chciałabym, ale dzisiaj nie mogę. Idę na zakupy z Dianą
– powiedziałam z żalem.
- No, właśnie... on ją zaprasza.
- On?
- Liam.
- Wow... czyli to już na poważnie?
- Nie wiedziałaś? Ostatnio się pocałowali.
- Diana mi nie powiedziała – powiedziałam ze złością.
- Dobrze, kochanie, muszę kończyć. Przyjedziemy po was
około dziewiętnastej – powiedział Zayn i rozłączył się.
Usiadłam na
łóżku, przemyślając wszystko co mi opowiedział. Premiera filmu? Mogłoby być
ciekawie... komórka zadzwoniła ponownie.
- Halo?
- Zapomniałem ci powiedzieć: będą tam takie osoby, jak
Johnny Deep i w ogóle! – oświadczył Zayn – to jak, będziesz?
- Jeżeli Diana się zgodzi...
- Okay. No, to podjedziemy pod was mimo wszystko. Pa!
- Pa – mruknęłam.
Diana szybko
przybiegła, słysząc, że skończyłam rozmowę. Spytała:
- Co jest?
- Jedziemy dzisiaj z chłopakami na premierę jakiegoś
filmu.
- Z chłopakami? Czemu?
- No, mnie zaprosił Zayn, a ciebie Liam.
- Fajnie. Tylko czemu masz taką dziwną minę?
- Yyyh... po prostu zastanawiam się, czemu mi nie
powiedziałaś, że jesteś z Liamem.
- No... nie było okazji – powiedziała Diana łamiąc palce.
- Aha. Nie było okazji... dziwne – mruknęłam.
- Dobra, nie kłóćmy się. Dzisiaj idziemy na jakąś
premierę i to z One Direction, a ty marudzisz – powiedziała wesoło Diana –
chodźmy na zakupy, dostałam kasę na konto w banku za pracę jako barmanka w
Polsce.
- Chętnie – powiedziałam nieco rozchmurzona.
- No, to się ubieraj i wychodzimy. Znalazłam fajny, tani
sklep na jednej ulicy.
--------
Wróciłyśmy parę
godzin później, nieco zmęczone. Dla Diany znalazłyśmy śliczną, niebieską
sukienkę do ziemi, a dla mnie – także długą i czerwoną. Moja fryzura – długie,
czarne fale – nie umywała się do fryzury Diany. Zaczesała się w koczek z
luźnymi kosmykami wokół twarzy i wpięła we włosy fantazyjny, niebieski kwiat.
Obie miałyśmy dość podobny makijaż – podkreślone oczy, delikatna, brzoskwiniowa
szminka i róż na policzkach.
- Ty raczej nie potrzebujesz różu – powiedziała Diana z
zazdrością – i tak zawsze wyglądasz jak po zabiegach w spa.
- Wcale nie! – zaprzeczyłam, wybuchając śmiechem – to ty
zawsze wyglądasz świetnie, nawet po wstaniu z łóżka.
- Yyyh! – stęknęła Diana.
- Co?
- Patrz! Osiemnasta pięćdziesiąt osiem! Zaraz przyjadą
chłopcy.
I faktycznie –
przyjechali po chwili. Podjechali czarną limuzyną. Kierowała nieznana mi osoba
– najpewniej szofer chłopaków. Usiadłam pomiędzy Zaynem a Harrym. Koło Louisa
siedziała jakaś dziewczyna. Natychmiast Lou przedstawił nas sobie. Dziewczyna
miło się do mnie uśmiechnęła i grzecznie przywitała. Wyglądała niesamowicie –
jej długie, brązowe włosy były idealnie proste, a poza tym miała na sobie
czarną, nieco obcisłą sukienkę do kolan i fioletowe szpilki. Na samym tyle
siedział Niall przy oknie, koło niego Diana, a przy niej – Liam.
Ruszyliśmy. Zayn
szepnął mi na ucho:
- Ty jesteś w tym samochodzie zdecydowanie
najpiękniejsza.
- Bredzisz – zaśmiałam się.
- Ależ to prawda, księżniczko, nie umiałbym przy tobie
kłamać – powiedział z szerokim uśmiechem Zayn – wzięłaś sobie jakieś okulary?
- Okulary? Nie, a po co?
- Jutro będziesz razem z Dianą i Eleanor na pierwszych
okładkach gazet – uprzedził Harry.
- O, Boże.
- Nie martw się, przecież wyglądasz ślicznie – Zayn
cmoknął mnie w czoło.
- Tym gorzej – zauważył Niall z tyłu – inne dziewczyny ją
zbombardują, razem z Eleanor i Dianą.
- Mamy przecież ochroniarzy – Liam był dobrej myśli –
przecież nic im nie zrobią.
Każdy zamilkł,
pogrążony we własnych myślach. Po paru minutach odezwał się Louis:
- Ale jesteście pewni, że one nie czekają tam z nożami i
innymi narzędziami mordu, żeby zabić nasze dziewczyny?
- LOUIS! – ryknęliśmy.
- No co, ja tylko wymyślam możliwe opcje.
- Co nie znaczy, że musisz nas straszyć – powiedziała
Eleanor, wtulając mu się w ramię.
- Niech ci będzie. A co, jeśli...
- Och, zamknij się już – mruknął Harry.
- Mam tylko nadzieję, że będzie tam smaczne jedzenie –
oświadczył Niall.
- Zaraz się o tym przekonasz – oświadczył szofer,
otwierając po kolei przed nami drzwi.
Wyszłam,
opierając się o ramię Zayna. Przed nami stał napakowany ochroniarz chłopaków,
który odganiał złośliwe fanki Zayna i Liama. Krzyczały pod naszym względem
naprawdę okropne obelgi. Myślałam że Diana zacznie płakać, bo ona bierze do
siebie każdą krytykę. Eleanor była już chyba do tego przyzwyczajona – szła z
podniesioną głową, nie zwracając uwagi na wyzwiska, trzymając za rękę Louisa.
Na szczęście,
już po chwili znaleźliśmy się w dużej sali, do której nikt „z zewnątrz” nie
miał dostępu. Podeszła do mnie śliczna brunetka, którą znałam już z „X –
Factora” – tego, w którym występowali chłopcy. Zayn mi wszystko pokazał. Czyżby
ta dziewczyna to...
- Hej, jestem Cheryl Lloyd, ale wolę, jak mówi się na
mnie Cher – powiedziała, odsłaniając swoje białe zęby – ty jesteś Naya, prawda?
Cieszę się, że mogę cię poznać!
Wydawała się
bardzo miła. Równie entuzjastycznie poznała się z Dianą. Eleanor już
najwyraźniej znała, bo tylko przesłała jej całusy w powietrzu. Przytuliła lekko
chłopaków, Niallowi i Harry’emu dała buziaki w policzek.
- Dziewczyny, chodźcie, wykryłam Johnny’ego Deepa –
szepnęła do nas. Nagle stałyśmy się jeszcze bardziej podekscytowane niż
wcześniej. Nawet Eleonor go jeszcze nie znała.
Uprzedzając
wcześniej Zayna, gdzie idę, poszłam za dziewczynami. Johnny stał przy jednym ze
stolików koło Amandy Seyfried i Jenny Dewan – Tatum, koło której stał Channing
Tatum – jej mąż. Pierwsza do stolika podeszła Cher, mówiąc:
- Co tam u ciebie, staruszku? Jak się czujesz?
- Dobrze, jak to ja, przedszkolaku – zaśmiał się Johnny.
- Popatrz, to jest Naya – tylko ja stałam koło niej, bo
Eleanor poszła do Jenny Dewan razem z Dianną.
- I to jest plus chodzenia na takie imprezy. Poznawanie
nowych i pięknych kobiet.
- Johnny, przypominam ci tylko, że masz żonę –
powiedziała Amanda Seyfried ze śmiechem.
- Ach, ta moja amnezja. Starzeję się.
Patrzyłam się
na nich. Zachowywali się jak normalni, fajni ludzie, a nie najgorętsze gwiazdy
show – biznesu. Nie zadzierali nosa.
- Podać ci mój numer? Myślę, że pogawędki były by z tobą
bardzo wesołe – powiedziała do mnie Cher.
- Jasne, już zapiszę – pośpiesznie wyciągnęłam komórkę z
torebki. Najpierw swój numer podała mi ona, potem Amanda, Johnny, i w końcu
Jenna z Channingiem, z którymi też się zdążyłam zapoznać.
Eleanor i
Dianna podeszły do nas z czwórką chłopaków. Czwórką – bo Niall stał przy
pięknie okrytym stole i zajadał się smakołykami i potrawami, których nigdy
wcześniej na oczy nie widziałam.
- Tam stoi Justin Bieber z Seleną Gomez, chcesz ich
poznać? – zapytał Zayn, opierając swoją rękę na moim ramieniu.
- Jasne – powiedziałam i poszłam za nim.
Okazało się,
że Selena i Justin są bardzo mili. Chociaż za Bieberem ani jego muzyką nie
przepadałam, po zapoznaniu się z nim stwierdziłam, że jest fajny i ani trochę
gejowaty. Oni również dali mi swój numer. Gdy popatrzyłam na komórkę ze
zdziwieniem stwierdziłam, że już jest godzina 23. Jeszcze przez parę minut
pozowałam do zdjęć z Zaynem i chłopcami, a także Dianną i Eleanor, po czym
pojechaliśmy do domu. Kiedy wysiedliśmy z limuzyny, Zayn pocałował mnie w usta,
nie zważając na obecność reszty i powiedział:
- Do jutra! Nie zapomnij o urodzinach Liama!
- Kocham cię – szepnęłam tylko. On odpowiedział:
- Ja ciebie też. Do zobaczenia! – pomachał mi i wsiadł do
limuzyny.
- I jak ci się podobało? – zagadnęła mnie Diana.
- Świetnie. Wiesz... cieszę się, że jesteś z Liamem.
- Ja też się z tego cieszę – zachichotała Diana – jutro jego
urodziny. Musimy iść po prezent.
- Musimy – zgodziłam się i wspólnie weszłyśmy do
mieszkania.
I to na tyle. Bye :*
Rozdział świetny ! < 33 :*
OdpowiedzUsuńfajny pomysł miałaś. :D
zapraszam do mnie :i-shouldhavekissedyou.blogspot.com/
Dziękuję <3 Na pewno wpadnę :)
Usuń